Po zakrętach do materaca

Po zakrętach do materaca

Czasami w życiu trafiam na zakręty. Wypadki losowe, wynik podjęcia złych decyzji, efekt nadmiernego ufania innym, a nie swojej intuicji. Bywa tak, że trzeba pojechać po lekkim łuku, innym razem to zakręt pod kątem 180 stopni. Wszystko się zmienia, wywraca do góry nogami, trzeba zacząć życie od nowa. Ponieważ mam tendencje do snucia katastroficznych wizji, nie jest mi łatwo nie poddać się depresji, nie usiąść i nie zapłakać nad swoim losem, ale staram się nad sobą pracować. Gdy trafia się lepszy dzień sprzątam mieszkanie albo idę na spacer i myślę:

– Będzie OK, dam radę, jeszcze spełnię wszystkie swoje marzenia.

Pozytywna projekcja…. I gdy łapię się na myśli, że to głupota, że to marzenie o niebieskich migdałach, strata czasu i energii, przypomina mi się opowieść mojej koleżanki….

– Kiedy pracowałam w salonie z ekskluzywnymi materacami, miałam bardzo miłą klientkę. Przychodziła co jakiś czas, kupowała pierdoły takie, poduszkę albo świeczkę, ale zawsze siadała na najdroższym materacu, dłońmi gładziła jego powierzchnię i mówiła: „Kiedyś będzie mnie na niego stać”.

Kilka lat później tę samą klientkę M. zobaczyła w telewizji. Ja ją widzę co wtorek, bo gra w pewnym serialu o adwokatach. Może to głupie, może to uproszczenie, ale zawsze mnie motywuje. I założę się, że tymi materacami, ta skądinąd sympatyczna babka, może dzisiaj wyłożyć całe mieszkanie….


41 thoughts on “Po zakrętach do materaca”