Problemy wakacyjnego podróżnika

Problemy wakacyjnego podróżnika

Że Matka Sanepid samodzielnie od prawie dwóch lat wychowuje dzieci, to wiecie. Że te dzieci są dobrze odżywione i w miarę ubrane też. Że auto prowadzi, że rachunki płaci, też powszechnie wiadomo. Ale, że MS czasami nieżyciowa, nie ogarnia i w ogóle ciapa jest niezwykła, to pewnie by Was zszokowało. A tak bywa. Na przykład MS wyjeżdża za 4 dni do Madrytu. A dokładniej do Colmenar Viejo, w którym mieszkać będzie u koleżanki z jej trójką dzieci (to tak a propos odpoczywania od młodszego pokolenia), ale dzieci nie Matki, tykać nie będzie. Że biletów na pociąg jeszcze nie wydrukowała, że odprawę na lot to jej musi zrobić OB, to luz, ale że sobie teraz, w niedzielę rano wymyśliła, że chodzenie 7 dni i całodzienne zwiedzanie knajp z tapas i sangrią z japonkami na stopach, to nie jest dobry pomysł, to już jest zaskakujące. I teraz kombinuje, co, gdzie i za ile kupić, żeby nogi dały radę szwendać się po Madrycie, Toledo, Segowii i buk wie gdzie jeszcze, a jednocześnie wyglądały dobrze w połączeniu z sukienką i nie kosztowały więcej niż stówkę.

Takie to ma dylematy podróżująca MS. Zmartwienia typu: nie znam języka, okradną mnie i zgwałcą, nie dam rady kupić biletu w automacie, wrócę z pamiątką na całe życie, jak Marjannka i że 12 linii metra to o 11 za dużo poszły precz.

Sandały? Gdzie ja kupię sandały rozmiar 42 za stówkę?


68 thoughts on “Problemy wakacyjnego podróżnika”