Rada – czego nie kupować, bo a nuż się przyda

To jesteśmy nad morzem. Jakby ktoś nam strasznie zazdrościł, od razu dodam, że jesteśmy 40 km od domu 😉 Miałam nawet pomysł, żeby jechać naokoło, żeby się córkom wydawało, że to faktycznie była mega wyprawa.

– Jedź przez Łebę – powiedział wczoraj Ojciec Biologiczny.

– Myślałam raczej, żeby jechać przez Olsztyn.

Ostatecznie pojechałam tak, jak wskazał GPS, najkrótszą drogą w niecałe 40 minut. I tak po 10 minutach jazdy Córka Pierwsza spytała:

– A daleko jeszcze??? Bo mnie nogi bolą od tego siedzenia.

Gdy dojechałyśmy bardzo się cieszyła, że w końcu jesteśmy na miejscu, bo ona nie lubi daleko jeździć.

Było super: dostałyśmy przytulny, czyściutki pokój, na dole przy kuchni sala zabaw, pod naszymi oknami placyk zabaw, laski zachwycone. Problem tylko miałyśmy z zejściem na plażę. Jedno zejście było zamknięte, drugie to masa schodów do pokonania, a trzecie, to strome zejście po płytach betonowych.

I tutaj będzie dygresja.

Otóż stojąc parę dni temu w kolejce do kasy w pewnej drogerii, zauważyłam małe pudełeczko – podręczną apteczkę z chusteczkami odkażającymi, opatrunkami, plastrami i jednym bandażem. Do tej pory zawsze miałam w torebce jakieś pojedyncze, walające się plastry i butelkę mineralnej. Sprawdziłam, że całość ma ważność do końca 2015 roku i doszłam do wniosku, że chyba przez te 3 lata zdołam zużyć zawartość podręcznej apteczki. I kupiłam.

I właśnie na tych płytach prowadzących na plażę wywaliła się Córka Pierwsza. I twierdziła, że tyłek ją boli, a tymczasem na płyty kapała krew… zdarła sobie maupa strup z tego palca, który sobie nożem obcięła prawie. No i wpadła w histerię, ja wpadłam w histerię, ale mi się przypomniało, że mam w torebce cholerną podręczną apteczkę. Postawiłam więc wózek bokiem, tak żeby mi Córka Druga na dół nie zjechała i szukam tych pieruńskich plastrów. Obok stanął jakiś pan i pyta czy mi pomóc. Chyba go potraktowałam trochę z buta, bo sobie poszedł, a Córka Pierwsza darła japę tak, że ją chyba nawet w Szwecji słyszeli. Ostatecznie zidentyfikowałam odkażające chusteczki, zakleiłam łapę plastrem, ale CP zaczęła wrzeszczeć, ze już nie chce iść na plażę, ona chce do domu. I ja, na tej stromiźnie, z CP ryczącą, ciągnącą wózek z łopatkami i wiaderkami, CD w wózku, ślizgając się w klapkach na piachu myślałam, że zjedziemy tam na dół i zginiemy. Aż podszedł do nas starszy pan, złapał CP za rękę i wyprowadził ją na samą górę, posadził na ławce i poczekał aż ja wtoczę się z wózkiem.

A gdy wracałyśmy już do domu wczasowego, Córka Druga uparła się, że będzie szła sama, wywaliła się i zdarła sobie kolano. I znowu chusteczka, plaster, wrzask, krew. Co mnie podkusiło, żeby kupić tę cholerną podręczną apteczkę?

Jutro ostatecznie nie bierzemy wózka, nie bierzemy przyczepki, idziemy schodami.

Ale pięknie jest. Świeci słońce, jest ciepło, a za obiad zapłaciłam tylko 50 zł* i czekałyśmy na nasze porcje zaledwie godzinę**. Córki powiedziały wieczorem, że nie chcą więcej iść na rybkę i surówki, wolą pizzę. Bo o mało nie umarły z głodu podczas czekania…

 

 

* To ironia. Kurwa, polskie morze. Poza sezonem.

** Ci co zamówili naleśniki też czekali godzinę. Ogólnie bardzo była rozgarnięta obsługa tego baru…


17 thoughts on “Rada – czego nie kupować, bo a nuż się przyda”

  1. Chłapowo też może być 😉
    W weekend majowy za obiad dla czwórki zapłaciłam 120 zł, więc 50 zł po mnie spływa 🙂
    Miłego wypoczynku 🙂

    1. No ja się wycwaniłam i wzięłam 1 danie dla córek i dodatkowy talerz, podzieliłam im i już… do tego mała woda na naszą trojkę. Ale i tak… masakra.

  2. Dlatego od kilku lat spędzam wakacje za granicą, wkurwia mnie czekanie na jedzenie, oszukaństwo na wadze ryby i ceny rodem z kosmosu, jeszcze na promenadach narozstawiają bujaków po 2 i 5zł i automatów z kuleczkami i ryk przy każdym….

  3. MS, tak obrazowo napisałaś, że miałam to przed oczami sytuację z tą szybką akcją poszukiwania apteczki w torebce. Do tego ta przyczepka, zabawki, wózek, boszz, jeszcze brakuje blokowania dziecka nogą, żeby nie odeszło za daleko;) Ja to zawsze spocona wracam ze spacerów z dziećmi.

  4. Ja tam w Tatry jadę, w Kościelisku mam super gaździnę, Biedronka niedaleko kuchnia pod ręką , dzieciaki jedzą spaghetti na okrągło mąż też ja sobie drinkuję winko i jest super 🙂

  5. Matko zaliczyłam te schody w zeszłym tygodniu raz i miałam dość, jest ich… 216 jak dla mnie zdecydowanie za dużo. Wystarczy wsiąść w samochód i przejechać 5km do Karwi tam parking przy samym lesie. Potem spacerek przez las jakieś 100m szeroką ścieżką i zupełnie gładkie wejście na piękną plażę. A i zapytaj tam o bar „obiady domowe” od plaży jakieś 10 min spacerkiem i tanio tam jest i smacznie.

  6. A pomyśl sobie, jakbyś sobie pluła w brodę, gdybyś jej nie miała i dwie zakrwawione córy za sobą wlokła ;).
    Jastrzębia na 100%. Byliśmy z wózkiem – lata temu, kiedy jeszcze Księciunio (lat 8 obecnie) wózkiem jeździł. Jednak wolę Bałtyk bez klifów 😉

  7. I dlatego uwielbiam wyjazdy poza sezonem 🙂

    P.S. Aktualnie też jestem na urlopie i od środy zażywać będę morskiego powietrza. Mam tylko nadzieję, że ryba obiadowa nie każe na siebie tak długo czekać bo mała nie wytrzyma i skończy się smaczym acz niekoniecznie zdrowym fast foodem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaloguj się przez Facebook

Powiadom mnie o odpowiedziach na mój komentarz