Sumienie freelancera

Sumienie freelancera

Bycie freelancerem ma sporo zalet. Nie dość, że człowiek nabędzie umiejętności prawie komorniczych, to jeszcze może sobie nic nie robić. Normalnie: urlop na żądanie, dzieci przy okazji wychowa, drinki z palemką pije od 10 rano, może sobie wyjść w połowie pracy do Biedy po zakupy, nikt go nie rozlicza z ilości wypitej kawy i zjedzonej czekolady, zdarza się, że klientów na oczy nie widzi, tylko via mail, więc se może siedzieć w gaciach w sowy i z rozwianym włosem dłubać w nosie.

To dlaczego, do licha jasnego, biorąc pierwszy w tym roku urlop mam wyrzuty sumienia, gdy klient na wieść o tym, że przez najbliższe dwa tygodnie mnie nie ma, że muszę najpierw skończyć to co mam do skończenia, a potem przez tydzień będę się byczyć nad morzem odpisuje, że to kiepsko w sumie, bo on ma zleceń dużo, serce mi krwawi, oczy mi łzawią, mam wyrzuty sumienia i czuję się jak ostatnia szmata?

PS. Wiem, że ostatnie zdanie jest zawiłe i skomplikowane, ale to przez łzy w oczach i gonitwę myśli…


16 thoughts on “Sumienie freelancera”