Taka tam życiowa scenka

Taka tam życiowa scenka

Wspominałam już zapewne, że chodzę na angielski. Moje chodzenie na angielski ma walory edukacyjne, ale i towarzyskie. No i dzieci mówią:

  • Mamooooo, idź na angielski, a my sobie pooglądamy bajki.

A że angielski, to czasami załapujemy grupowo typowo brytyjski humor. I poszłam dzisiaj na angielski, a tam zamiast naszej normalnej lektorki, nienormalna lektorka, czyli pani z Wielkiej Brytanii. Temat dzisiejszych zajęć – wizyta u lekarza. Pani kazała nam odegrać scenkę „U lekarza”. Ależ zaczęliśmy jęczeć, że nie chce nam się, że nie lubimy, że nie ma już czasu, bo przecież za 30 minut kończymy, że biomet niekorzystny, ale kazała i już. Przydzieliła nam role: lekarz, recepcjonistka, pacjent, inny pacjent, jeszcze inny pacjent.

No to pacjent dzwoni do przychodni. Dzwoni raz. Drugi. Trzeci. Recepcjonistka nie odbiera. Lektorka się pyta, czemu nie odbiera, a recepcjonistka mówi, że skoro to polska przychodnia, to przecież wiadomo, że albo nikt nie odbiera, albo jest zajęte. W końcu włączył się automat z głosem recepcjonistki: „Tutaj przychodnia w W. Jeśli masz zaparcie wybierz 1, jeśli biegunkę wybierz 2.”

Pacjent, zgodnie z przyjętą rolą, wcisnął 1 i mówi, że potrzebuje pilnej wizyty u lekarza, bo ma zaparcie, że się nażarł w weekend gorzkiej czekolady, już ma ass full of shit. To recepcjonistka poszła do lekarza, a lekarz powiedział, że czasu nie ma, że pacjent ma przyjść za dwa tygodnie. Pacjent na to krzyczy, że ma 100 zł i zapłaci. To lekarz, że w takim razie przyjmie go za 10 minut. Pacjent zebrał się w sobie i przyszedł do przychodni. Pyta się innych pacjentów czy może wejść poza kolejką, on tylko na chwilkę, po receptę. Inni pacjenci się wkurzyli, bo w gabinecie od godziny siedział już przedstawiciel handlowy z firmy farmaceutycznej, który też miał wejść tylko po receptę. Ostatecznie zrobiła się niezła rozpierducha, aż musiała przyjechać policja i rozdzielać pacjentów, a lekarza aresztować za korupcję.

Lektorka patrzyła na to wszystko robiąc wielkie oczy i przyznała, że jest zwolenniczką leczniczej marihuany.  Pewnie myślała, żeśmy się upalili, a myśmy tylko prawdę pokazali.  I wszystko średnio składną angielszczyzną, ale pełni wigoru i doświadczeń z polskich przychodni.


29 thoughts on “Taka tam życiowa scenka”