Taki to pies

Taki to pies

Babcia ma psa. Znaczy się, ja też w tym psie palce maczałam, bo dobre 12 lat temu wiozłam go śmierdzącego i zapchlonego z pseudo schroniska do domu. To było w czasach, kiedy jeszcze psy w miarę lubiłam, ale to dlatego, że z nimi nie mieszkałam.

Pies ogólnie z gatunku “kretyn, ale sympatyczny”. Po 10 latach zaczął chorować na serce i miał operację prostaty. Przez kolejne dwa lata babcia na leki dla niego wydawała 100 zł miesięcznie, chociaż głupek szcza, gdzie popadnie i do domu wpuści każdego, kto nie ma na sobie kombinezonu roboczego (najwyraźniej pies ma uraz).

No i nagle pies zaczął chodzić jak pies bity. W sumie to chodzenie ograniczał do minimum, a ogon miał podkulony. No to babcia do weta. Wet orzekł, że jak maca, to pies nie reaguje. Czekamy. Następny wet uznał, że chyba rzepka psa boli. A jak psa rzepka boli, to na stół. Babcia powiedziała, że no way, ten pies tego nie przeżyje i jeśli jest inna opcja, to ona poprosi. Była – leki. Porcja 80 zł. No spoko. Rzecz w tym, że nie pomogły. No to następny wet stwierdził, że trzeba z tym psem jechać gdzieś tam, gdzieś tam, gdzie jest wet, co ma jakiś wypasiony rentgen. To babcia między swoimi pacjentami (bo jest pracująca) pojechała, pies został prześwietlony, wet stwierdził, że w sumie to niewiele widać, chyba to dyskopatia, więc skasował 250 zł i polecił RMI, a jak wyjdzie coś na RMI, to psa trzeba zawieźć do Warszawy czy innego Poznania na operację. No to babcia, że chyba ich pogięło. To wet stwierdził, że w sumie można też psa wsadzić do klatki, żeby nie chodził po schodach. Babcia popukała się w głowę, bo pies od 12 lat chodzi krok w krok za nią i w klatce się posra ze stresu i wył będzie nocami, a przecież babcia większość doby spędza na piętrze. To nie kupiła klatki za 200 zł, tylko nosiła psa po schodach. Jest to dosyć męczące jednak, więc była już blisko zaciągnięcia kredytu w Vivusie czy innym Bocianie, ale inny wet stwierdził, że może to nie rzepka, nie dyskopatia, ale… nerki! I wiecie, co się okazało? Że to nerki. I babcia teraz dzień w dzień między pacjentami jeździ z psem na kroplówki, cały czas dając mu te leki na serce za 100 zł miesięcznie.

Jaki z tego wniosek? A mamy dwa. Pierwszy jest taki: nigdy więcej zwierząt! A drugi niezwykle przełomowy: Córka Druga idzie na weterynarię, żeby kosić kasę na takich jak my (bo Córka Pierwsza na psychologię. W sumie w tym samym celu).


8 thoughts on “Taki to pies”

  1. Dziewczyny, z tą weterynarią to nie tak różowo:) zanim biedny wet spłaci kredyt za RTG i inne ustrojstwa, to pewnie już będzie stypendystą ZUS-u:) Lepiej być ludzkim, niż nieludzkim lekarzem:) zawsze pacjent się odezwie, co boli:) no,chyba tylko pediatra ma tak samo, jak wet:0

    1. No właśnie czasem gorzej jak się odzywają 😋 koleżanki córka będzie patologiem. Żeby jej właśnie pacjenci nie marudzili i nie pyskowali

  2. Ze zwierzakami jak z dziećmi- same problemy ale kochasz je, dalabys się za nie pokroić i ostatni grosz na nie wydajesz😉

  3. Miałam psa z alergią w czasach, kiedy alergie u zwierząt nie były jeszcze tak powszechne jak teraz, więc był problem z diagnozą na co alergia i z odpowiednią karmą (teraz znam składy chyba na pamięć). W czasie studiów wydawałam na leczenie często dobrze ponad połowę tego co zarabiałam. Żył ze mną 17 lat i jakby można było oddać nerkę, żeby kupić psu drugie życie to bym się za długo nie wahała 😉

    1. Ja takiego kota na studiach miałam, że się okazało, że go ze schroniska razem z panleukopemią (czy jak to się nazywa) zabrałam. Wierz mi, że żywiłyśmy się obie wątróbką i drobiowymi kurczakami przez miesiąc, bo na nic innego niż na zastrzyki nie było. Później ten kot zachorował znowu bardzo, gdy byłam w pierwszej ciąży. Gdyby nie moi rodzice i babcia, która rzuciła kasą, nie mielibyśmy wyprawki dla dziecka, łącznie z pieluchami i wózkiem. Kot zdechł dwa dni po narodzinach CP. Oczywiście wciąż mam w domu kota i świnki morskie. Daj buk, żeby były zdrowe jak najdłużej.

        1. Tak, wiem, tylko nikt z nas nie ma możliwości jeździć dzień w dzień do weta po 20 km i siedzieć w kolejce po 2h (przynajmniej tak tam było, kiedy jeszcze jeździłam z kotami)

  4. z tych samych powodów albo podobnych nie mam kolejnego shi tsu ani kota, bo moja obecna dzićka skosiła mnie tak na kasę, że boję się że będę łożyła właśnie tylko na weta 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaloguj się przez Facebook

Powiadom mnie o odpowiedziach na mój komentarz