Wiele spadło na Córkę Pierwszą

Wiele spadło na Córkę Pierwszą

Rozstanie z tatą, wyprowadzka do babci, liść z drzewa i komoda w korytarzu. A mówiła Matka, żeby nie wchodzić na meble po rączkach od szuflad. Komoda się rypnęła, zatrzymała górą na szafie z lustrami, szuflady się wysunęły i utknęły na głowie Córki.

Pierwsze, co sobie Matka pomyślała, to:

– Cholera jasna, jak się zbiło lustro, to Matka zabuli, bo szafy już nie jej – ale potem płacz dziecka usłyszała.

Komoda ciężka jak diabli, córka pod, druga też chciała wejść. Udało się jednak całość przechylić na tyle, by Pierwszą wydobyć, drugą odgonić nogą, bo właśnie między szuflady palucha wsadziła i ryczała, znaleźć telefon i zadzwonić do sąsiadki z parteru. Ale sąsiadki w domu niet, drzwi do mieszkania zamknięte, drzeć ryja trochę głupio, zwłaszcza, że CP wyszła bez obrażeń. Nogą komodę Matula podparła, drzwi otworzyła i kazała córce pomocy szukać:

– Zadzwoń do tamtej pani – CP ze swoim refleksem szachisty nie skumała o co chodzi. – Wyjdź na klatkę i zadzwoń tam! Do pani Eweliny!

– Ale tam?
– Tak, tam!
– Na pewno tam?

Nie ku**a, w klatce obok – pomyślała Matka resztkami sił trzymając mebel. I żałowała, że to nie Ikea. Byłaby tektura i bibuła zamiast drewna, ale by przynajmniej lekka była. Córka w końcu się odważyła zadzwonić, sąsiadka pomogła, szuflady trafiły na swoje miejsce, a Córka Pierwsza w nagrodę dostała dodatkowy kwadrans z rybką Mini Mini. Mieli rację Szwedzi wymyślając śruby do przykręcania mebli do ścian.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaloguj się przez Facebook

Powiadom mnie o odpowiedziach na mój komentarz