Wymuszona notka, byle się coś pojawiło

No tak. Matka już prawie na kartonach. Czterech dokładnie, ale dużych. W tych czterech zmieściły się dwie półki z książkami, Matki suknia ślubna i trochę za małych ciuchów, które zostają z nadzieją, że kiedyś będą dobre (Matki nadzieją, ciuchy na pewno ją już dawno straciły). A na suknię ślubną Matka ma pomysł. Widziała w Dzień Dobry TVN jak ślubną przerobić na świąteczną, sylwestrową, do pracy i w ogóle jak z jednej sukni za 2200 zł zrobić 10 innych po dysze. Jak tylko Matka schudnie (tak, w tę ślubną też się nie mieści…) to sobie przerobi. Znaczy się… Odda krawcowej tak samo, jak oddaje spodnie, w których trzeba przyszyć guzik.

W domu oczywiście panuje bajzel, jak w Nowym Orleanie po tornado, a tu się jej żona kuzyna zapowiedziała. Matka się ucieszyła, bo dawno jej nie widziała, ale Matka Matki zareagowała w oczywisty dla siebie sposób: „No co ty, w ten bajzel ją wpuścisz?”. A wpuszczę. Dziećmi się zajmie!

Bo Córka Pierwsza pomyślała najwyraźniej, że Matka zajęć ma za mało i się rozchorowała. Nie, nie na zapalenie ucha, więc jest szansa, że to nie od braku czapki, tylko od tego, że połowa dzieci w przedszkolu smarka i kaszle, a druga połowa leży w domach, bo już smarkała i kaszlała za bardzo. No i teraz ma Matka córki obie, plus kartony. Aby do soboty!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaloguj się przez Facebook

Powiadom mnie o odpowiedziach na mój komentarz