Za komuny było lepiej (czasami)

Za komuny było lepiej (czasami)

Że byłam dzieckiem wolno wybiegowym podkreślałam już często. Rodzice nie przeprowadzali castingu na nianię, tylko zostawiali mnie tam, gdzie ktoś zechciał mnie przygarnąć. Wolnego czasu nie spędzałam nad lekcjami, przed TV, czy na kursie pływania, szybkiego czytania, angielskiego i jazdy konnej, ale na podwórku, w PGRze czy na cmentarzu pełnym starych nagrobków. Do domu ze szkoły wracałam na piechotę, 3 km, lipową aleją, z innymi dzieciakami i powrót ten trwał nawet kilka godzin i nikt mnie nie śledził na GPS.

To, jak bardzo ograniczamy nasze dzieci zaczyna mnie coraz bardziej denerwować. Scyzorykiem bawić się nie można, z kluczem na szyi do domu wracać nie można, biegać po pustostanach nie można, a teraz jeszcze to! Kwintesencja wycieczek szkolnych!

Otóż, wyobraźcie sobie: NIE WOLNO JEŚĆ W AUTOKARZE. Kumacie??? Przecież o to zawsze chodziło w wycieczkach szkolnych – siadało się, najlepiej z tyłu i zanim jeszcze wczorajszy pan Mieczysław z wonsem ruszał rozklekotanym Ikarusem już się otwierało paluszki, paluszki, paluszki, biszkopty, wafelki i paluszki, i wszystko to, co można było pod koniec lat 80-tych dostać w polskich sklepach. I żarło się całą drogę, popijając oranżadą w woreczku aż do porzygania.

Teraz nie można. Nawet tych batonów z żurawiną, ksylitolem i mlekiem z dojonych migdałów. Nic nie można dzieciom.

Co za czasy….

PS. Z tym, że za komuny było lepiej to żartuję. Wolę obecny ustrój. Chujowy, bo chujowy, ale jednak.


48 thoughts on “Za komuny było lepiej (czasami)”