Życie na spontanie

Życie na spontanie

Nie da się ukryć, że nie należę do osób spontanicznych. Raz zdecydowałam się na spontaniczny ślub i mnie życie nauczyło, że co nagle, to po diable. Od tego momentu nie tylko ja sama wolę planować i nastawić się na wszystko co złe, ale boję się też spontanicznych ludzi. Po prostu mnie przerażają.

Ale ostatnio robię postępy. Wycieczkę zaklepałam tylko na 200 dni przed wyjazdem, a 3 tygodnie temu, zamiast pojechać z dziećmi do Tesco 3 km, pod samym sklepem, za namową Córki Drugiej, zdecydowałam, że jednak pojedziemy sobie do miasta – całe 8 km. Były frytki, był park, było całkiem miło, więc uznałam, że czas na większy krok.

Czas na spontaniczny wyjazd na biwak, pod namiot. Spontanicznie więc poszłam do sklepu i kupiłam materac. Dwa dni temu widziałam, że są w promocji, ale wtedy nie kupiłam. Jednak 2 dni na myślenie o materacu za 40 zł to naprawdę w moim przypadku mega spontan. Na jutro zaplanowałam spontaniczne sprzątanie szafy, odszukanie namiotu i sprawdzenie czy jest cały i czy zmieści się w nim materac. Spontanicznie też wysłałam do obsługi pola namiotowego pytanie czy będą mieli wolne miejsce na namiot na początku sierpnia. Oni, równie spontanicznie odpisali, że nie. To ja sobie pomyślałam, że w takim razie, jak nie będę mieć zleceń, pogoda będzie ładna, to się po prostu z dziewczynami wypuszczę gdzieś na Chmielno i jak nie znajdę miejsca pod namiot to wrócimy do domu. W końcu to tylko 80 km.

Tak, zaczyna mi się życie na spontanie zdecydowanie podobać.

A teraz się zbieram, bo 3 tygodnie temu kupiłam bilety na kabaret Hrabi i będę zupełnie spontanicznie ćwiczyć przeponę.


8 myśli nt. „Życie na spontanie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaloguj się przez Facebook

Powiadom mnie o odpowiedziach na mój komentarz