Kiedyś myślałam, że wyjazd za granicę musi wyglądać tak: biuro podróży, hotel z basenem, jakieś wyżywienie, wycieczka zorganizowana z przewodnikiem. Tak czułam się bezpieczniej, zaopiekowana i nie musiałam wiele kombinować. Potem okazało się, że nie zawsze chcę lecieć tam, gdzie proponują touroperatorzy, nie zawsze chcę zasypiać co wieczór w tym samym hotelu i nie zawsze mam kasę na koncie, żeby lecieć na tydzień. Wtedy przekonałam się do idei city breaków. I chociaż bardzo dobrze wspominam swój pierwszy i do tej pory ostatni wyjazd all inclusive oraz mam w planach taki urlop za rok na Gran Canarie (z koleżankami), to jednak krótkie i samodzielne wyjazdy wybieram najczęściej.
All Inclusive kontra weekendowy city break
All Inclusive daje Ci poczucie, że wszystko jest ogarnięte. Bo tak jest. Tylko nie każdy wytrzyma tydzień na hotelowym leżaku, nawet jeśli co kwadrans może sięgać po talerz z jedzeniem i drinka, a dzieci w tym czasie zjeżdżają prosto do basenu.
Weekendowy city break działa inaczej. Masz 2–3 dni, więc nic się nie zdąży znudzić. Zwiedzasz, próbujesz nowej kuchni, czujesz klimat miasta/wyspy. To jak sprint – krótko, intensywnie, ale z poczuciem, że widziałaś wiele i możesz coś powiedzieć o danym miejscu. Nie o hotelu, tylko o mieście, regionie, a nawet kraju.
City break z Polski? Prościej niż się wydaje
Wcale nie trzeba mieszkać w Warszawie, żeby sobie pozwolić na city break z Polski. Lotniska w Gdańsku, Wrocławiu, Poznaniu czy Katowicach też mają sporo tanich połączeń. A i z lotniska w Łodzi, Rzeszowie czy Radomiu da się polecieć w fajne miejsca. Jednak niezależnie od tego, jaki kierunek wybierzesz, to nie są wyjazdy „na bogato”, tylko podróże sprytne.
Zamiast czekać rok na urlop, bierzesz wolny piątek i w poniedziałek rano jesteś z powrotem w pracy. Dzieci? Z babcią, z tatą, albo – jeśli są większe – lecą z Tobą i mają przygodę życia.
Co daje city break, czego nie ma All Inclusive?
- Różnorodność – zamiast tego samego bufetu przez tydzień, codziennie nowe kawiarnie, uliczki, smaki.
- Elastyczność – nie musisz wstawać o 6:00, żeby zająć leżak ręcznikiem. Wstajesz i idziesz, gdzie chcesz.
- Budżet – tani city break kosztuje mniej niż wiele osób wydaje na tydzień w hotelu. A wspomnienia? Nie do porównania.
- Autentyczność – poznajesz miasto takim, jakie jest, a nie resortową bańkę.
Parentingowe spojrzenie
Nie ma co ukrywać – All Inclusive ma jedną dużą przewagę, szczególnie gdy podróżuje się z dwójką czy trójką nastolatków. Ciągle są głodni, ciągle chce im się pić – a w hotelu rozwiązanie jest proste: podchodzą, biorą co chcą i temat z głowy. Nigdy nie słyszysz tego dramatycznego „mamo, jestem głodny”, bo w dobrym hotelu zawsze znajdą coś dla siebie.
Na city breaku wygląda to inaczej. Trzeba samodzielnie ogarnąć posiłki: zrobić kanapki na drogę, kupić lody na mieście, znaleźć knajpkę, gdzie każdy wybierze coś dla siebie. Jasne, można wpaść do McDonald’s, ale będąc we Włoszech czy Grecji trochę szkoda wydawać kasę na w sumie niesmaczne i mało pożywne jedzenie, a stracić okazję na poznanie lokalnych smaków.
Tylko że – i to jest najważniejsze – da się to spokojnie ogarnąć. My tak właśnie podróżujemy: siadamy w małych, lokalnych restauracjach, próbujemy nowych rzeczy i głodne jeszcze nie wróciłyśmy. A przy okazji poznajemy dania, których często nie dostaniesz w hotelowym bufecie.
Dlatego nigdy nie napiszę, że All Inclusive to zło. Dla niektórych to wybawienie – szczególnie z małymi dziećmi. Ale jeśli czujesz, że chcesz od życia czegoś więcej niż hotelowego bufetu, spróbuj city break. Nie musisz od razu latać co miesiąc. Wystarczy raz, żeby złapać bakcyla.
Gdzie szukać inspiracji?
Możesz oczywiście przekopać pół internetu, porównać ceny, loty, noclegi i trasy autobusów. Albo możesz wziąć gotowy przewodnik, w którym wszystko jest już zebrane i ułożone tak, żebyś tylko kliknęła „kup bilet” i poleciała. I tu wchodzi mój e-book z pomysłami na city break w Europie. Sprawdzone miejsca i praktyczne wskazówki, które spisałam po powrocie z części swoich wyjazdów (bo te 19 podróży to tylko część…). Idealny, jeśli chcesz pierwszy raz spróbować city breaka i nie wiesz, jak się za to zabrać.
Podsumowując: All Inclusive ma swoje plusy, ale dla mnie weekendowy city break wygrywa. Krótko, intensywnie, tanio i z przygodą.