Jak podróże ratują moje zdrowie psychiczne (a czasem tylko oddalają załamanie nerwowe)

Kojarzysz ten moment, gdy myślisz sobie: „Jeśli jeszcze raz usłyszę pytanie co na obiad, to rzucę wszystko i wyjadę w nieznane”? Ja tak czasami mam. I właśnie wtedy w głowie pojawia się plan na krótki wyjazd. 

Nie wielka wyprawa do Peru, nie luksusowe wakacje na Malediwach, tylko coś bliżej, szybciej. I oczywiście tanio, ponieważ jestem, jakby nie było, samotną matką. I właśnie dla mnie od kilku lat terapią, odskocznią od codzienności, są mikropodróże. 

Podróże a zdrowie psychiczne – nie działa na każdego, ale na mnie tak

Zanim w ogóle zaczęłam traktować podróże jak styl życia, moje zdrowie psychiczne było jak stara szafa z Ikei – niby się trzyma, ale drzwi skrzypią, a jedna półka wisi na ostatnim kołku. Tymczasem wyjazd, nawet jednodniowy, daje mi coś, czego nie zapewni żadna świeczka zapachowa czy przemeblowanie. Ani nawet joga, na którą chodziłam przez lata. Mikropodróż to totalny reset, przerwanie pętli „praca–dom–obowiązki–scrollowanie–poczucie winy–repeat”.

I okazało się, że nie muszę być blogerką podróżniczą ani mieć miliona monet. Wystarczyła dobra kurtka, tani bilet, pakowny plecak o wymiarach wymaganych przez tanie linie lotnicze i godzenie się na wyjście ze strefy komfortu (np. spanie w hostelu). 

Podróże na odreagowanie – taniej niż terapia (ale czasami warto je połączyć)

Nie będę Cię czarować – czasem wyjeżdżam po to, żeby nie zwariować. Czasem po to, żeby posiedzieć w ciszy. Innym razem, żeby przez 48 godzin plotkować z koleżanką (bo bywa, że latam z kimś). Albo, żeby przypomnieć sobie, że świat to coś więcej niż rachunki, sprzątanie po kocie i presja bycia ogarniętą.

Podróże na odreagowanie działają, bo pozwalają mi być tylko dla siebie. Bez etykiety mamy, córki, copywriterki, przedsiębiorczyni. Gdy lecę sama, mogę przez dwa dni milczeć, chodzić na spacery bez celu, próbować lokalnych dań w knajpkach i nie muszę się z tego nikomu tłumaczyć.

A co na to nauka? Tak, naprawdę działa i jest to potwierdzone badaniami 

  • Eksperyment Cornell University (2014) pokazał, że samo oczekiwanie na podróż (tzw. anticipatory joy) podnosi poziom szczęścia bardziej niż planowanie zakupów. Planowanie wyjazdu daje długotrwały, pozytywny efekt, który niemal przewyższa sam wyjazd. LINK
  • Według Lee Health (2021), podróże sprzyjają odłączeniu się od pracy, dając poczucie kontroli, relaksu i odprężenia – co przekłada się na ogólną poprawę samopoczucia. LINK
  • W raportach World Travel & Tourism Council z 2013 roku aż 80 % badanych przyznało, że podróże poprawiają nastrój, a 75 % wskazało, że pomagają zredukować stres. LINK
  • W Edith Cowan University dowiedziono, że nawet krótkie wyjazdy mogą spowalniać starzenie się psychiczne, poprawiając klarowność umysłu, obniżając poziom stresu i zwiększając odporność emocjonalną. LINK
  • Przeglądy akademickie (m.in. w Journal of Travel Research, 2013) potwierdzają, że pozytywne przeżycia podczas podróży mają trwały wpływ na zdrowie psychiczne, choć efekt wygasa kilka dni po powrocie. Co jednak pokazuje, jak ważna jest regularność wyjazdów. LINK

Samotna podróż jako terapia (albo przynajmniej wentyl bezpieczeństwa)

Zawsze się dziwię, kiedy ktoś twierdzi, że nie ma z kim latać… dlatego zostaje w domu. Jasne, wiem, że ja jestem introwertyczką, czyli bez ludzi ładuję akumulatory, a są osoby, które mają odwrotnie. Ale samodzielny wylot nie oznacza też bycia samotnym, bo zawsze można do kogoś zagadać. 

Samotna podróż uczy rzeczy, których trudno jest nauczyć się w inny sposób: niezależności, zaufania do siebie, umiejętności mówienia „nie wiem, ale się dowiem”. 

Nie zliczę, ile razy wyruszałam sama, z plecakiem i biletem na tanie linie. Zawsze wracałam z nową perspektywą. Albo przynajmniej z nowym ulubionym daniem. (Bo sama mogłam decydować, gdzie i co zjeść).

Ale czy to w ogóle bezpieczne?

Pewnie, że mam świadomość, że nie wszędzie i nie zawsze jest różowo. Ale samotna podróż do jakiegoś europejskiego miasta to nie wyprawa w Himalaje bez mapy. To często tani lot, który trwa godzinę lub dwie, hostel z recepcją 24/7 albo hotelik z dobrymi opiniami. 

Przez lata wypracowałam swoje zasady: nie wracam po ciemku przez podejrzane dzielnice, mam zapisane numery alarmowe, dzielę się lokalizacją z kimś zaufanym. Nie robię rzeczy, których nie zrobiłabym w Polsce. I ani razu nie miałam sytuacji, w której pomyślałam: to był zły pomysł. Zresztą ja nie szukam adrenaliny: wybieram kierunki, które są bezpieczne, tanie i ciekawe, biorę pokój z booking.com z dobrymi opiniami, a zamiast spontanicznych imprez wybieram spacery i lokalne jedzenie. I tak, dalej można poczuć wolność, tylko bez ryzykowania życia.

Mikropodróże mają znaczenie, bo dają mi kontrolę

Nie zawsze chodzi o zwiedzanie. Czasem o to, żeby znów poczuć, że to ja podejmuję decyzje. 

  • Dokąd jadę? 
  • O której wstaję? 
  • Co jem na śniadanie? 

I że nikt nie stoi nade mną z planem dnia ani nie pyta, gdzie są skarpetki.

Jak odpocząć psychicznie, czyli kiedy „nicnierobienie” przestaje być luksusem

W codziennym życiu „nicnierobienie” to luksus, a tymczasem właśnie tak odpoczywa się psychicznie: kiedy nie trzeba być w trybie gotowości, kiedy nikt niczego nie chce, kiedy można wyłączyć powiadomienia i nie dostać za to ochrzanu.

Dlatego tak bardzo kocham mikropodróże. Są krótkie i bez zobowiązań. 

A jeśli też potrzebujesz ucieczki… to mam coś dla ciebie.

👉 E-book „Mikropodróże dla znerwicowanych – praktyczny przewodnik dla tych, którzy chcą gdzieś jechać, ale boją się, że coś pójdzie nie tak. Bez lania wody, za to z konkretnymi podpowiedziami. Także z moimi wrażeniami z samotnych wyjazdów. 

E-book „Mikropodróże dla znerwicowanych” leży na plecaku, w tle samoloty i lotnisko

Pakujesz się z nerwami? Ten e-book leci z Tobą.

PS: Podróże pomagają – ale nie zastępują terapii

To, że mikropodróże ratują mnie przed zjazdem w dół, nie znaczy, że są lekiem na wszystko. Jeśli masz poczucie, że coś jest nie tak, że smutek, lęk czy zmęczenie nie mijają, to naprawdę warto pogadać z psychologiem albo zwrócić się o pomoc do psychiatry. To nie wyklucza podróży. Wręcz przeciwnie: podróże + terapia to często najlepszy zestaw ratunkowy, jaki można sobie sprawić.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *