Matka zarzuciła kładkę

Czy ja już pisałam, że jestem niespełna rozumu? Że czasami jak coś zrobię, to się to kupy nie trzyma?

To się dzisiaj znowu popisałam. Wyszłam z Córką Drugą na podwórko, by pojechać po Pierwszą do przedszkola. Auto stało sobie zaparkowane na ulicy tuż za płotem. Ale pod furtką dziura w żwirowej ulicy, a w dziurze woda. Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu jakiejś deski, żeby kładkę zrobić i przejść do auta suchą stopą. Znazałam europaletę (coś ja mam ostatnio „szczęście” do euro 😉 ). Podniosłam, podeszłam do kałuży i …

z całej siły rzuciłam paletą prosto w odmęty. Woda trysnęła w górę i pech chciał, że stałam pod wiatr. Dmuchnęło na mnie całym wodospadem błotnistej cieczy. Chciałam przejść suchą stopą? No to poszłam z mokrymi włosami, brudną kurtką i przemoczonymi spodniami, z których woda kapała wprost do butów.

I pocieszyłam się tylko jedną myślą – Córka Druga nie mówi. Córka Pierwsza, gdyby mnie widziała, nie omieszkała, by się wypowiedzieć na temat rozsądku swojej mamy…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.