Jedzenie smarków/gili

Na Facebooku wypowiedziały się osoby, które twierdzą, że ich dzieci rzadko jedzą własne smarki, bo mają katar maksymalnie dwa razy w roku. Ja nie pisałam o sytuacji, kiedy z nosa leci aż na górną wargę i dzieciak się oblizuje, bo to to jest norma, tylko miałam na myśli codzienne, regularne i pełne zaangażowania zabiegi polegające na wygrzebywaniu ich z nosa i wkładaniu paluszków do buzi*. O!

Mam nadzieję, że wszyscy już po kolacji…. i że nikt z rodziny tego wpisu nie przeczyta, bo potem będzie:

– Jejuuuu, o czym ty tam piszesz?!

Spoko, luz, zostaję przy nazwisku po mężu, żeby pod górkę rodzicom nie robić….

 

 

 

* Teoria, że smarki zawierają błonnik albo jakieś wartości odżywcze, bo całe pokolenia na nich wyrosły mnie nie przekonuje, ale gratuluję Dominice, że potrafi stawiać tak śmiałe tezy….


21 thoughts on “Jedzenie smarków/gili”

  1. Moj syn je gile codziennie i z pelnym zachwytem, w dupie ma czy jest w domu, na ulicy, w sklepie czy szkole – nigdy nie przejmuje sie, ze to jest niesmaczne/obrzydliwe. I zadne sposoby zaprzestania tego procederu nie dzialaja.

  2. Lepsza konsumpcja (czasem może się uda, że nikt nie zauważy) niż zakomunikowanie matce na całą japę (ekhm dziubek), że ma się na palcu babola wielkości paznokcia, albo dwóch i matka ma go zabrać, albo zostanie podklejony pod najbliższy stół.
    Takie sytuacje oczywiście nie mają miejsca w domu. Zdarzają się wyłącznie w urzędach, sklepach i wszelkich miejscach publicznych 🙂 słitaśnie 🙂

  3. Moje dziecko wczoraj zawzięcie dłubało w swoim nosie baboli nie zjadło ale z zadowoleniem wytarło mi w bluzkę i koniecznie chciało się zabrać za mój nos żeby też sobie podłubać:-)) musiałam się bronić i długo tłumaczyć że może niekoniecznie…

  4. Przyznaję się bez bicia, że sama wpieprzałam swoje gile ( pamiętam, że były słone), a dłubanie w nosie i wycieranie palucha pod ławą, zostało mi do dziś 😉

  5. Eee radzenie sobie, że swymi gilami samodzielnie to pstry koziołek w porównaniu z tym, iż moja córka uwaga:nie chce wydmuchiwać nosa bo brzydzą ją jej smary! Kino! 🙂

  6. wyczytałam w BArdzo Mądrej Ksiązce, że w okresie przedszkolnym dłubanie w nosie ma pomoc dzieciakom radzic sobie z napieciem emocjonalnym… o zjadaniu tego co wydlubuja juz nic nie bylo ale sadze ze to po prostu chec odkrywania – moje dziecię przez paszczę poznawało swiat – ale zauwazyłam ze jak cos jej nie smakuje (slimak, mech, kora drzew ) to wypluwa i odpuscilam. teraz w przedszkolu tez dlubie w nosie, czasem po katarze bo po prostu ma sucho, czasem z namaszczeniem godnym lepszej sprawy prowadzi posuzkiwania nie wiem czego bo nos suchy kataru nie ylo wiec nic nie powiina tam znajdowac, zjadanie tez przerabialam ale po poewnym czasie ja przestala zwracac jej uwage a ona przestala zjadac gile, teraz wydlubawszy drze jape mama mam gila na palcu 😉 albo mama mam gila-prezent dla ciebie 😉 słitasnie co nie

  7. Mój dwu letni syn nauczył się grzebać w nosie z książeczki logopedycznej. Był rysunek gdzie chłopiec dłubie w nosie, i mówi się mu fe . Baaaaaaardzo mu sie to spodobalo .

  8. Matka Ty jestes jak nei z tej planety… uwielbiam Cie czytac, pewnie nie ja jedna 😀 Ale laski Wasze komentarze rozwalily mnie na lopatki… rycze ze smiechu :))))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaloguj się przez Facebook

Powiadom mnie o odpowiedziach na mój komentarz