Kto się nie przewróci….

Kto się nie przewróci….

… ten ma komplet uzębienia, chciałoby się powiedzieć. Ale nie o to akurat dzisiaj mi chodzi. Otóż. Zaczynam podejrzewać, nie bez powodu, że Córka Druga nigdy nie nauczy się jeździć na rowerze bez bocznych kółek. Na biegówce też się nigdy nie nauczyła. Bo jest leń śmierdzący, urodzony w niedzielę. I chciałaby, żeby ją wiecznie wozić w foteliku. Ale się dzisiaj ugięła i wyraziła zgodę, chociaż nie bez marudzenia, na próbę jeżdżenia „na kiju”.

Jakby to dziadek ujął: „nie wiedziałam, czy na tym kiju prowadzić jej rower, czy walić ją nim po plecach”. Gówniara wyczynia takie tańce na siodełku, że nich… nijak nie może utrzymać równowagi. Po tym, jak przeleciałam za nią z milion kilometrów i ledwo łapałam oddech, menda (ja wiem, że menda to po prostu „wesz łonowa”, ale menda ma mniej liter) orzekła, że uczyć się nie będzie, bo ja uczyć nie potrafię.

Po dziadku to mam, tylko że on mnie uczył fizyki i matmy. Nieskutecznie.

No, wyszłam z siebie, stanęłam obok i powiedziałam, że w takim razie ja ten rower opchnę na allegro. Powinno mi się zwrócić ok. 250 zł, więc se kupię nowe adidasy w kolorze bordo i jakieś spodnie, po czym jebnęłam drzwiami i poszłam nalać sobie piwa.

Przyszła CD. A dodam, że może kiepsko porusza się na jednośladach, ale ma zdolności negocjacyjne na poziomie Anny Marii Wesołowskiej.

– Musimy poważnie porozmawiać – powiedziała.

– Słucham – odrzekłam z nieukrywanym zainteresowaniem. Po takim wstępie? Któż nie chciałby jej wysłuchać, nie?

– Po pierwsze… – zaczęła. – Nie chcę, żebyś sprzedawała mój rower.

– Bo?

– Bo nie chcę, żebyś miała pieniądze.

Pies ogrodnika, kuźwa.


34 thoughts on “Kto się nie przewróci….”