Holandia na poważnie

Holandia na poważnie

Pewnie już myśleliście, że się nie doczekacie. Cóż, problemy sprzętowe utrudniały mi jakąkolwiek obróbkę fotek, a wklejanie ich do bloga trwało bardzo długo, gdy korzystałam ze starego komputera. Lenovo nareszcie działa, system Windows kilkakrotnie przeinstalowany i zaktualizowany wreszcie odzyskał odrobinę stabilności. Od razu pragnę zauważyć, że:

1) w Holandii nie ma znaków zakazu wchodzenia z dziećmi. To strefa wyłączona z ruchu, czy jakoś tak. Ale Ojciec Biologiczny też mnie tak wkręcił.

2) w Holandii nie ma wzgórz... ale są owce. Duuużo owiec. Co ciekawe, mało Holendrów chodzi w swetrach… ale to może dlatego, że ciepło było.

3) a właśnie! Pogoda. Wsadził nas OB do auta i powiedział, że codziennie pada. I faktycznie, zaczęło padać. To był pierwszy i ostatni deszcz, jaki widziałam w Holandii podczas tego pobytu. Czyli OB minął się z prawdą.

4) Nie słyszeliście o słynnej amsterdamskiej pizzy? Nic dziwnego. Zmęczeni i głodni trafiliśmy do malutkiej pizzerii, w której akurat była promocja – dwie pizze w cenie jednej. Obie były przepyszne, ale gdzie ta pizza była, to Wam nie powiem, bo wtedy znowu zabłądziliśmy i OB nie miał pojęcia gdzie jesteśmy.

5) Chciałabym Wam napisać, że Holendrzy nie jedzą owczych ogonów, ale pewności co do tego, co to było nie mam….

Fakty zaś są takie, że OB wynajął nam mieszkanie w mieście Zoetermeer. Przy okazji polecam portal https://www.airbnb.pl/ za którego pośrednictwem można wynająć pokój/mieszkanie w wielu krajach. OB skorzystał, dzięki czemu mieliśmy całe (niewielkie) mieszkanie tylko dla siebie. Mieszkaliśmy w bloku na  małej uliczce za budynkiem ministerstwa kultury (mnie to wyglądało na zakład przemysłowy, OB twierdzi, że to jakaś instytucja państwowa była). Było wyposażone w TV, router, dużo naczyń i wszelkie AGD, a w szafkach poprzedni lokatorzy zostawili też różne niepsujące się produkty, z których można korzystać podczas pobytu, oraz samemu pozostawić po sobie to, czego nie chce się brać do domu i też może służyć kolejnym mieszkańcom.

Urocza holenderska uliczka
Urocza holenderska uliczka
Polska rodzina wraca z Alberta
Polska rodzina wraca z Alberta

Z Zoetermeer było już blisko do Rotterdamu. OB lubi nowoczesne miasta, ja niekoniecznie, ale że kawę postawił, to dałam radę…

Szklane wieżowce. Fuuuj.
Szklane wieżowce. Fuuuj.
Wieżowce na okrągło
Wieżowce na okrągło
Deptaczek
Deptaczek
Sześcienne domki
Sześcienne domki
Most Erazma
Most Erazma
Widoczki z mostu
Widoczki z mostu

Przeszliśmy 8km. Dla nas to niewiele, w Sztokholmie i 30 km robiłam, ale byliśmy z dziećmi. A dzieci… potrzebowały masażu stóp co 500 metrów, a jak były już skrajnie zmęczone, to zaczynały biegać. Niestety nie zawsze w pożądanym przez nas kierunku. OB jednak się jękami córek nie zraził i zawiózł nas do Hagi. A dokładniej do parku miniatur, w którym można zobaczyć Holandię bez jeżdżenia po kraju.

IMG_20140515_174323

IMG_20140515_174326

IMG_20140515_174348

IMG_20140515_174019

IMG_20140515_174050

IMG_20140515_174148

Ponieważ część atrakcji jest interaktywna (można gasić pożar na tankowcu, prowadzić pociąg, udawać dj’a) warto dać sobie kilka godzin na zwiedzanie. Mnie trzeba było dać 2h na zarejestrowanie szybkiego pociągu, który jeździł jakimiś tunelami i co jakiś czas wyłaniał się ze świstem i przejeżdżał tuż obok moich nóg, podczas gdy ja szukałam telefonu z kamerką i wrzeszczałam, że znowu go nie nagram.

Następny dzień był już zorganizowany „pod dzieci”. Odwiedziliśmy delfinarium w Harderwijk. Trochę to było połączenie zoo z cyrkiem, więc w sumie nie wiem czy polecać, bo atrakcji sporo, czy odradzać, bo zwierzęta mordują….  (nigdy nie byłam w prawdziwym cyrku. Nigdy. Ani jako dziecko, ani ze swoimi dziećmi) No ale przebywały w warunkach najbardziej zbliżonych do naturalnych i żarcie dostawały. W sumie za każdą wykonaną sztuczkę dostawały żarcie. Muszę tę zasadę wprowadzić w domu…

IMG_20140516_110306

IMG_20140516_111436

IMG_20140516_125551

IMG_20140516_132629

IMG_20140516_143912

IMG_20140516_170635

Były delfiny, foki, jakieś lwy morskie strasznie brzydkie, płaszczki, rekiny…. Niestety park zamykali już o 17:00, więc podjechaliśmy jeszcze do Utrechtu.

IMG_20140516_183553

IMG_20140516_184655

IMG_20140516_185129

IMG_20140516_192254_1

 a następnego dnia do Amsterdamu, o którym był już dosyć spory post. Było bardzo gorąco, tłoczno, pachniało trawką, ludzie śpiewali, grali, ogólnie jedna wielka parada. Amsterdam mi się podobał, ale dzieci już mocno dawały się we znaki, więc mam nadzieję, że we wrześniu podskoczę do OB raz jeszcze… Co najfajniejsze, gdy już wracaliśmy i wsiadałam do auta… nad moją głową po torach przejechał…. szybki pociąg. Ten sam, na którego zminiaturyzowaną wersję przez 2h polowałam w parku miniatur. Niestety… znowu nie udało mi się go zarejestrować.

IMG_20140517_140315

IMG_20140517_142053

IMG_20140517_142117

IMG_20140517_143546

IMG_20140517_151250

IMG_20140517_152013

I w niedzielę rano pojechaliśmy do Eindhoven. Niedaleko mieszka na co dzień OB, więc oprowadził nas po swoim salonie, kuchni i pokoju, poznał z lokatorami i wziął do …. Primarka. A tam to były cuuuuuda! Moja piżamka-pajac do spania, sukienki dla córek po 7-8 euro, koszulki po 2 euro… No cuda. I też tam kiedyś wrócę, bo czasu miałam zdecydowanie za mało…. a samolot odlatywał o 17:00….

No, to tak w telegraficznym skrócie i z dużym opóźnieniem. Fotki trzaskałam moim S-Line, bo się okazało, że wolę telefonem, który mam zawsze w kieszeni niż ciężką lustrzanką… a efekt wyszedł całkiem, całkiem.


19 thoughts on “Holandia na poważnie”