Wstęp do relacji z Lublina

Wstęp do relacji z Lublina

– Dziewczyny, chce któraś po pierożku?

– Mamo, a co to są popieroszki? – spytała Córka Pierwsza.

 

Tak, zeżarły moje pierogi wiezione z Lublina. Wiozłam je najpierw Polskim Busem z Lublina do Warszawy 3 godziny, potem metrem z Wilanowskiej na Młociny coś około 20 minut, następnie Polskim Busem z Warszawy do Gdańska 5h, potem pociągiem z Gdańska do Wejherowa 1h i 10 minut, a następnie kwadrans samochodem dziadka do domu. A one je tak raz dwa zeżarły. Ja się musiałam zadowolić suchym chlebem, który mi został w chlebaku. Bo z miejsca mnie rano poinformowały, że sok, mleko i banany się skończyły. W sumie wszystko się skończyło, a pogoda taka, że na 100% nie wyjdę dzisiaj z domu. Bo nie i już.

Relacja z Lublina będzie, gdy tylko otrzymam dobrze wyretuszowane zdjęcia. Ale już teraz mogę napisać, że dziękuję wszystkim mamom (a było ich naprawdę sporo), że zechciały wyjść z domu tylko po to, by posłuchać, jak plotę trzy po trzy. Dodam, że byłam trzeźwa. Ja tak po prostu mam, gdy mi świecą prosto w oczy wielkimi reflektorami. Na szczęście nie musicie mnie słuchać codziennie, wystarczy, że czytacie.

Cała ekipa Dzielnicowego Domu Kultury Węglin w Lublinie, w którym odbyło się spotkanie mogłaby być na lekach. Ale pewnie jakby byli, to ten ośrodek by tak dobrze nie działał, bo żeby robić to, co oni robią codziennie trzeba być jednak wariatem. Sylwia, która obwoziła mnie po mieście, pchała we mnie placka po zbójnicku, prowadziła mnie po jakiś podejrzanych dzielnicach w poszukiwaniu piwa Perła w brązowej lub zielonej butelce i użyczyła mi kanapy oraz niezwykle czystej łazienki na zawsze pozostanie w mej pamięci i w moim sercu. Znaczy się – wbijam się do niej z dzieciarnią na wakacje. Nie ma to tamto, bo w dechę jest dziewczyna i ma fajne komody w penisy.

I dzieci też ma fajne. Bardzo ruchliwe i obłażące. Zupełnie inne niż moje, więc się nawet za Córkami stęskniłam. Gdy wyjeżdżałam CP już spała, a CD wylewała łzy. Stała biedna eurosierotka w piżamie, na schodach, machała rączką, drugą ocierała nos i pytała:

– A lizaka mi przywieziesz?

Gdy wczoraj wróciłam wypełzła z łóżka na podłogę. Odłożyłam ją na miejsce, ale i tak w nocy wypełzła znowu i przyczołgała się do mnie. Gdy o 7:30 otworzyła oczy, spytała:

– A lizaka masz dla mnie?

Nie. Ale mam coś innego.

Coś innego bardzo córki zadowoliło. Podobno mogę wyjeżdżać częściej.


10 thoughts on “Wstęp do relacji z Lublina”