Letnia wyprawa na K2 by MS

Letnia wyprawa na K2 by MS

Miałyśmy z córkami dzisiaj okno pogodowe. I udało się przed godziną 9 dodzwonić do lokalnej przychodni zdrowia i umówić na 12:00 do lekarza dziecko z podejrzeniem boreliozy*. A że przychodnia w Jastrzębiej Górze, to uznałam, że wyruszymy z naszego base campu wcześniej i plażą spróbujemy zdobyć najwyższy szczyt. Takie K2 latem na miarę naszych możliwości.

Najpierw trzeba było pokonać drewniane schody. W dół, więc luzik. Potem wąską plażą, po kamieniach i… góra. Było po 11:00, więc, żeby zdążyć, trzeba było szybko przeprowadzić atak szczytowy.

Poszło całkiem nieźle. Piłyśmy wodę, żeby się nie odwodnić. Resztki takie, bo maszynki gazowej z garnuszkiem do rozpuszczania śniegu nie miałam przy sobie, za to pod koniec miałam obrzęk płuc, a Córka Druga ślepotę śnieżną – wlazła w innego himalaistę. Córka Pierwsza chciała po drodze usiąść i odpocząć, ale ją przekonałam, że może już nie wstać i pozostać na tej górze po wsze czasy. Po drodze nie zakładałyśmy obozów, Jastrzębią Górę zdobyłyśmy podczas jednego szybkiego ataku, bez użycia dodatkowego tlenu.

Zabawa przednia, ale chyba obcy ludzie mieli mnie za wariatkę…

 .
.
.
* Meszka jakaś dziabnęła CD tak, że tej się ślad paskudny zrobił i trzeba smarować maścią antybiotykową.


9 thoughts on “Letnia wyprawa na K2 by MS”