Bo wypadki zdarzają się wszędzie

Dostałam reprymendę za to, że dzieci utopić chcę w wannie. I jak już napisałam w komentarzu, nie jest to prawda, ponieważ dzieci mają cały czas opiekę, a w wannie tyle wody co kot napłakał, zwłaszcza że zepsuł się nam termostat w bojlerze i wodę musiałam grzać czajnikiem. Ale wypadki zdarzają się niestety w różnych okolicznościach. Także pod okiem rodziców i w momentach, kiedy teoretycznie dojść do nich nie powinno. Vide historia, w której CD walnęła głową w metalowe obramowanie drzwi, przez co bliznę na czole ma do dzisiaj. A dzisiaj CP tuż obok mnie uległa wypadkowi….

Ale zacznijmy od początku.

Matka Sanepid znana jest powszechnie z tego, że znakomicie sobie radzi ze wszelkimi urządzeniami elektrycznymi. Na przykład fantastycznie odśnieża, zasypując śniegiem samą siebie, wkłada skrobaki do warzyw do sokowirówki oraz wkurza się na drukarkę za to, że nie drukuje, podczas gdy sama wcisnęła opcję „wstrzymaj drukowanie”. I dzisiaj Matka dostała do rąk własnych kosiarkę spalinową. Bo elektryczną wczoraj trochę pokosiła, ale elektryczna to szajs.

Matka jednak uprzedziła babcię, że kosić będzie jak leci. Bo wiecie… babcia ma klomby. Trochę zarośnięte. Ledwo je widać zza trawy. A kosiarka ciężka i napęd ma własny. I MS przeleciała w godzinę ogród kosiarką. Siedzimy  po tym koszeniu w ogrodzie i jemy belgijską tartę z rabarbarem.

– Też mamy w ogrodzie rabarbar – mówi babcia.

– Gdzie???

– No tam na klombie.

– Na jakim klombie??? – dociekam.

– Pod wiśnią…

– Mamy w ogrodzie wiśnię???

– No tam – wskazała babcia.

– No tam to ja kosiarką jeździłam…

I tyle by było z naszego rabarbaru…

A jeśli chodzi o wypadek Córki Pierwszej to się ciachnęła nożem, jak mi pomagała kroić rabarbar. Nożem? Nożykiem kurna… Obok stałam.. Ma palec owinięty bandażem, rękę nosi nad głową, ale twierdzi, że jutro do kolegi na urodziny pójdzie, bo „już zdrowa będzie”. A Matka o mało na drugą stronę nie przeszła, jak krew zobaczyła.


19 thoughts on “Bo wypadki zdarzają się wszędzie”

  1. Domyślam się 😉 Ba, rok temu też mi rabarbar kroiła. Powiem więcej – w przedszkolu ma zajęcia kulinarne, gdzie dzieci też kroją potrawy! I powiem więcej – oglądam na TVN Doradcę Smaku, gdzie facet jest szefem kuchni… i on się też ostatnio ciachnął nożem! A dorosły! I doświadczony. Najlepiej zakazać używania noży!

  2. takjest! urżnęłam sobie opuszek serdecznego palca wraz z rzodkiewką, na przedszkolnych warsztatach kanapkowych. Dziecina ma świeżo czteroletnia patrzyła, po czym poprosiła o szczypior, ale bez krwi.

  3. Nie ma dzieci bezwypadkowych. Kurde, obok stałam jak Demolka nos rozwaliła… Ale słodko to mi się od Jej krwi zrobiło (ach ten pierwszy raz).
    Zresztą, przy dziecku sekunda na wypadek wystarczy. I co? Na smyczy mam ją uwiązac? Bo sobie krzywdę zrobi? Niestety musi się nauczyć uważac…

  4. Ja z moją poszłam na basen, pierwszy raz sezonu letniego a ta skoczyła przy mnie i wyrżnęła w murek tyłem głowy. Krew się lała jak cholera, gdy to zobaczyłam to zemdlałam. Ratownik nie wiedział czy wpierw mnie czy dziecko ratować. I tak obie na sygnale do szpitala trafiłyśmy. Młoda miała 4 szwy. Byłam obok ? – byłam! A jak się sama bawiła to nigdy nic nie wywinęła. jak słyszę gadanie,że dziecko bez opieki narażone jest na bla bla bla to przy mnie dwa razy bardziej jest narażone bo traci kontrolę nad tym co robi i liczy na asekurację matki czyli mnie 🙂

  5. Moj zjezdzal ze slizgazwki na placu zabaw i zlamal se lokiec, znaczy kosc tuz nad lokciem.

    Szedl chodnikiem, ktos kopnal pilke, ta uderzyla go w kciuka i kciuk sie zlamal.

    Wychodzil z pokoju, uderzyl palcem w prog i paznokiec mu schodzil.

    Wszystko jest tak niebezpieczne, ze sie zastanawiam czy niektorzy rodzice to nie zechcieli by zawinac swoje pociechy we folie babelkowa i jeszcze kask na glowe i ochraniacz na zeby w usta? Nie zapomnijcie o ochraniaczach na kolana, lokcie i nadgarski.

    Niektore komentarze to serio powalaja, ciekawa jestem jak te osoby byly wychowywane, co w PRL-u mamusia nie zostawiala dzidzi we wannie i nie leciala do kuchni czy studni po wode? 😀

  6. A ja też o mało nie wpadłam pod biurko czytając o wypadku, urządzeniach elektrycznych i kosiarce w jednym wpisie. Wyobraźnia mnie poniosła, na szczęście wszystko jest w granicach normy. Ja też daję nóż do ręki, ale panna jest trochę większa, tyle że kroi nie od dzisiaj. Teraz to potrafi już sałatkę zrobić i bardzo to lubi.

  7. Umiesz trzymać w napięciu. Oj umiesz 🙂 Chyba specjalnie tak hard-coreowo zaczęłaś opowieść od tej kosiarki żeby się wszyscy przerazili i potem stwierdzili „Aaa, tylko nóż, no to spoko”. 😉

  8. Moja Teściowa, która tak bardzo dba o bezpieczeństwo i takie tam, pousuwała z zasięgi – wtedy może półrocznej – Jagódki, która to ledwie siedziała, wszystkie zabawki, które zagrażały Jej bezpieczeństwu ( bo jak upadnie, to się nadzieje np. na klocki). Tylko książeczki zostawiła. No i Jagna rypneła twarzą w twardą okładkę i podbiła sobie oko… Teściowa bałą się nam dziecko pokazać 😀

  9. Jam nie matka, a przedszkolanka. O bezpieczeństwo staram się dbać najlepiej, jak potrafię – to podstawa. Ale wypadki się zdarzają i trzeba się z tym pogodzić. Bo gdybym się nie pogodziła, to bankowo wpadłabym w paranoję i wylądowała na oddziale zamkniętym. Bo jak się tak zastanowić, to musiałabym chyba te moje dzieciaki posadzić na dywanie, w odległości co najmniej metra od siebie każde i kazać im tak siedzieć cały dzień (oczywiście zakładamy, że dywan ze wszystkimi możliwymi atestami, bo w przeciwnym wypadku również może być zagrożeniem, nie mówiąc o tych wszystkich wstrętnych roztoczach, które tylko się czają, coby dopaść moje biedne przedszkolaki :p). Dlatego nauczyłam się z tym żyć, chociaż nie powiem, żeby mi siwych włosów nie przybywało z każdym kolejnym stłuczonym kolanem czy zadrapaniem (chociaż to chyba bardziej z obawy przed rodzicami i wizją kajania się i tłumaczenia, że to WYPADEK!)..

  10. a ja siekierą we wtorek odrąbałam swojego wskazującego i też jestem duża (wręcz bardzo) i doświadczona (w różnych życiowych aspektach 😉 ) więc się MS nie łam, jak da redę iść na urodziny, to nie jest źle 🙂

  11. Zgadzam się z poprzednim wpisem. Dobrze, że istnieją farby do włosów, bo inaczej to ja również byłabym siwa, a tak tylko moje dzieciaki stwierdzają: „O, pani była u fryzjera” 🙂
    Dywan dywanem, a ile to się człowiek naprosi o związanie sznurówek i by nie biegały z rozwiązanymi, ech. Za każdym razem widzę jak je nadeptuje i zęby wybija na schodach lub na korytarzu.

  12. Dar Matko masz:)Sama bym zeszła ze śmiechu,choć przecież do śmiechu to tu nie było,Nie przejmaj się,moje dzieciaki na wsi chowane miały takie akcje na moich oczach,że sama powinnam się w ciupie zamknąć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaloguj się przez Facebook

Powiadom mnie o odpowiedziach na mój komentarz