Takie jedno mam marzenie

Takie jedno mam marzenie

Jest Dzień Matki. Piękne święto, podczas którego dzieci starsze i młodsze składają hołd osobie, która podcierała im tyłki, karmiła kaszką, prała i prasowała, przepędzała głupich chłopaków albo pryszczate dziewczyny (jak widać – posługuję się stereotypami). W ten jeden dzień w roku mam takie marzenie:

żeby nikt w ten jeden jedyny dzień w roku nie mówił do mnie  „mamo”.

Odkąd moje pierwsze dziecko skończyło kilka miesięcy i pierwszy raz skleciło kilka głosek, słowo „mama”, na początku słodkie i urocze, zmieniło się początek litanii: „chcę”, „potrzebuję”, „wymagam”.

„A mamooooo” w ustach córki oznacza:

– narzygałam do łóżka

– stłukłam szklankę

– chcę oglądać bajkę, a jak mi zabronisz, to zacznę ryczeć

– musisz mi kupić nowe buty

– nie chcę tego obiadu

oraz

– będę gadać długo, specjalnie, żebyś nie zdołała usłyszeć żadnej radiowej wiadomości. Będę gadać i gadać, a i tak nic z tego nie wyniknie, bo opowiem ci w tych prostych 350 słowach, że znalazłam w plecaku spleśniałą kanapkę.

Krótko mówiąc: chciałabym 26 maja mieć ŚWIĘTY SPOKÓJ.


29 thoughts on “Takie jedno mam marzenie”