W Decathlonie mnie znienawidzą

W Decathlonie mnie znienawidzą

Pamiętacie, jak wymieniałam hulajnogę Córki Drugiej? Otóż… dzisiaj wymieniałam tę wymienioną. No jak w pysk strzelił tylne koło szurało. Córka jechać nie mogła, wkurzała się, do sklepu zeszło nam się z godzinę. Się zawzięłam i stwierdziłam basta! Żeby ona 50 zł kosztowała (hulajnoga, nie Córka). Żeby 80… ale nie 140 zł i nie jeździ… Znaczy na przednich kołach to jeździ, ale Córka Druga nie cyrkowiec. No i w te pędy dzisiaj do Decathlonu pojechałam i od wejścia zaczęłam narzekać. Pan znowu miło, sympatycznie, „wymienimy”. I tutaj natknął się na mój opór. Bo uznałam, że trzeci raz tej akurat hulajnogi nie chcę. Że wolę biegówkę, bo ta po Córce Pierwszej na Córkę Drugą za mała. Okazało się jednak, że decathlonowska też wielkością nie grzeszy, więc wybrałam córce… hulajnogę, ale już dla bardziej zaawansowanych. I coś mnie tknęło, że przy kasie wyjęłam ją z opakowania, zerwałam z niej bąbelkową folię, całość poskładałam, bo… okazało się, że tylne koło się nie kręci. Wcale a wcale. Nawet nie szura. Po prostu się nie kręci. I z powrotem na sklep… innej hulajnogi szukać….

Ostatecznie w przedszkolu Córkę Drugą poinformowałam o zmianie, na co usłyszałam:

– A jaki ma kolor ta nowa hulajnoga? – wiadomo, że kolor jest w hulajnodze najważniejszy.

– Różowo-fioletowy.

– Tak się cieszę! Jesteś najulubieńszą moją mamą! Kocham cię bardzo!!!

A portfela podnieść mi nie chciała

Obecna hulajnoga CD
Obecna hulajnoga CD

22 thoughts on “W Decathlonie mnie znienawidzą”