Konkurs – do wygrania multicooker Redmond

Konkurs – do wygrania multicooker Redmond

Wpis powstał przy współpracy z firmą Redmond*

* Nigdy nie wiem, dlaczego piszę „współpracy”. Przecież ja tutaj odwalam najcięższą robotę… Niby nie za darmo, ale jednak.

Jednak przejdźmy do rzeczy. Wyobraźcie sobie, że napisaliście na drzwiach ubikacji w pracy „Kaczor D*pa” i zostaliście skazani na 10 lat łagrów… Albo nie, przecież to kompletnie nierealne.

W takim razie wyobraźcie sobie, że w ziemię uderzył duży meteoroid i wszystkim ludziom grozi zagłada. Wyjątkowo nie biegacie jak opętani i nie szukacie ratunku oraz nie żegnacie się z rodziną, ale postanawiacie zjeść ostatni swój posiłek. I nie mówcie mi tutaj, że w takiej sytuacji najpierw zabrakłoby na ziemi jedzenia. To nie „Sonda”, a ja nie Tomasz Rożek, nie znam się na efektach trzaśnięcia w ziemię meteoroidu. Znam się jednak na żarciu, siedzę w temacie dzień w dzień od 35 lat.

I tak macie swój ostatni posiłek… Jaki by był? Co chcielibyście skonsumować na godzinę przed odejściem z tego marnego padołu? (uwaga, lokowanie produktu) Zaznaczam, że nie musi być to pieczeń z multicookera, chociaż przypominam, że w multicoocerze zrobicie każde danie, bez wysiłku, mieszania, kipienia i przypalania. Można też wyjąć gotowe danie z lodówki, nacisnąć przycisk podgrzewania i zjeść dobry obiad zanim ziemię ogarną ciemności i zadziobią nas kruki.  Czasami warto przed śmiercią wyczyścić lodówkę… (koniec lokowania)

Od tego momentu zbieram odpowiedzi (max 500 znaków ze spacjami) w komentarzach POD TYM WPISEM, a osoba, którą wybiorę otrzyma…. wait for it:

Multicooker REDMOND RMC-M4502E + blender RHB-2923-E

multicooker

Konkurs trwa do 23:59, 29 marca roku bieżącego, ogłoszenie wyników nastąpi 30 marca o godzinie 10.  Zdecydowanie się opłaca. Można też się podlizywać, a nuż się Wam uda…

Jeśli nie wiecie czy warto pomyśleć i naskrobać te 2-3 zdania, to poczytajcie TUTAJ.


182 thoughts on “Konkurs – do wygrania multicooker Redmond”

  1. Zjadłabym prawdziwą szarańczę. Na surowo. Gdyż a) w życiu trzeba spróbować wszystkiego oraz b) po takim posiłku już by mi było wszystko jedno 🙂

      1. Żywą przeca! Martwą to człowiek w miniwydaniu jakiejś muchy mógł nawet nieświadomie spożyć, to się nie liczy zupełnie 😀

  2. No cóż.Jeśli wizja jak z Armagedonu miałaby się ziścić to chciałabym przypomnieć sobie smak dzieciństwa.Klasycznie, kotlecik w chrupiącej panierce, młode ziemniaczki z koperkiem i koniecznie młoda kapustka zasmażana z koperkiem i śmietanką. ….także ten koniec świata musiałby mieć finał około czerwca…..z Chin młoda kapustka mogłaby nie dotrzeć 😉 a na deser…jakby czasu starczyło lody: czekoladowo orzechowe,z kawałkami orzechów włoskich…takie jak ponad 30 lat temu kupił mi tata w Sopocie na jedynych wczasach z rodziną…ech wspomnień czar

  3. W takiej sytuacji nie trzeba się przejmować niestrawnością, wzdęciami, kaloriami i takimi tam pierdołami, więc można się pokusić o danie naprawdę pyszne, tłuste, kaloryczne i ciężkostrawne 🙂 Jak na przykład golonka pieczona w piwie, z kapustą zasmażaną i ziemniaczkami…. mmnniammm, aż ślinka cieknie… do tego oczywiście solidny deser i wino (butelka lub dwie)

  4. A więc, to ostanie danie jakie z chęcią bym zjadła to polędwica z tego właśnie sprzętu,bo uwielbiam!W takim cacku to wrzucam nastawiam i włala.Patelni mówię pa.Do tego pyszne ziemniaczki na parze i zdrowa suroweczka.Moja córka zapewne bardzo by się ucieszyła z wygranej albowiem skonczylybysmy nasza Erę pysznych zupek z papierka i pierogów z marketu!Mi dawać nie musicie ale glodnemu dziecku to się nie odmawia przecież.

  5. Matko, w takiej sytuacji chętnie zjadłabym tego pulled porka, o którym tyle pisałaś, i przy zdjęciach którego śliniłam się niemiłosiernie. Chciałabym tylko, żebym miała nieco więcej niż godzinę, żeby świniak zdążył się zrobić 😉
    No nie! Znowu się zaśliniłam…

  6. Nie ważne co, ważne w czym przygotowane #multicooker i z kim :). Coś mega niezdrowego, o mega późnej godzinie np. wielkie ciacho z kremem podane na złotym talerzu 😉

  7. Żeby umrzeć z uśmiechem na ustach to wielki tort. Czekoladowy. Albo nie stek średnio wysmażony. Może jednak krewetki? Wszystko bym zjadla! Nie ważne co, byle dużo, dużo!! A co jeśli w tym drugim życiu człowiek jest już zawsze na diecie? Albo jakąś wymyślną energią się musi żywić?

  8. Jesli ostatni posilek to koniecznie 3 daniowy:). Zupa pekinska z kurczakiem, mlode zimniaki z koperkiem, jajkiem sadzonym i prawdziwym zsiadlym mlekiem (takim ktore mozna kroic lyzka) i na deser ciacho z bita smietana, biala czekolada i truskawkami. A co, jak zejde to juz nie bedzie wazne ze w dupe mi to pojdzie;)

  9. Ostatnie danie?
    Zależy kiedy by uderzył,jeśli w czasie „wykopków” to akurat w sam raz .. Podczas uderzenia z ziemi wyskoczyły by wszystkie ziemniaki,co ułatwia sprawę. Później ciach ciach frytki i do multicookera . Idę na łatwiznę, bo moje dzieci za frytkami przepadają ,więc i oni by się najedli

  10. Ach uwielbiam Twoją subtelną ironię dotyczącą łagrów:p
    Ja nie poszaleje. Nie napisze nic co mogloby wystąpić w 5* restauracji. Ba! Od razu walę w ciemno-nie wygram!:p bo mam za dużo szczęścia w miłości to na super gar nie liczę:D Ale….
    Zdążyło mi się juz rozmawiać z kimś na temat: Co bym zjadła w ostatni dzień swojego życia i oto moje cudowne jakże wytworne manu
    1. Śniadanie- świeża bułeczka z sałatą i pasztetem pokryta pięknym soczystym pomidorem- mm jakże wytwornie co?:p lubię pasztet nic na to nie poradzę
    2. Drugie śniadanie (a co! Skoro to mój ostatni dzień walnę sobie 2sniadanie)- jogurt naturalny z granatem bananem granolą i pestakami różnymi ewentualnie orzeszki
    3. Obiad- bezapelacyjnie makaron- wsio równo czy ze szpinakiem czy grzybowym sosem. Ma być makaron i niech tyje ile wlezie a kto mi zabroni
    4. Deser- i tu mam problem bo jakos specjalnie nie przepadam za słodyczami wolę konkrety:p ale skoro to ostatni posiłek w moim zyciu to wybieram nutelle łyżką ze słoika.
    Dziękuję mogę umierać:p

  11. Ponieważ jeden konkurs już wygrałam u Matki, otrzymując świetny krem do ust (choć na opakowaniu twierdzą że jest przeznaczony do pięt), mam nadzieję na kontynuację mojej passy. Ja osobiście pragnęłabym (jak w amerykańskich filmach przed ścięciem więźnia) pochłonąć przepysznego lekko krwistego steka z dużą porcją najlepszych belgijskich frytek. Jeśli obiad może się składać również z deseru to wybrałabym czarny las – całą brytfannę. a potem może jeszcze jakieś lody…

  12. Zjadłabym andruty przekładane masą krówkową – ale taką prawdziwą, z mleka od krowy od gospodarza, robioną przez kilka dni „na wolnym ogniu” (i piecyku opalanym węglem) przez moją babcię. Nie wiem czy multicooker by temu podołał, ale gdyby nastała apokalipsa to to byłoby ostatnim, co włożyłabym do ust.

  13. Mcwrapa z bekonem z McDonalda z frytkami. Skoro ma być to ostatni mój posiłek, nie będę go sama robić 😉 i nie musi być super zdrowy. Tak….miałabym smaka na „maka”.

  14. Myślę i myślę i nie wiem, poważnie nie wiem co by miało być daniem tuż przed końcem wszystkiego. Na bank coś co mnie wprawi choć na sekundę w lepszy nastrój ( o ile to w ogóle możliwe w tej sytuacji 😉 ). Jestem łasuchem, wiecznie na diecie, więc postawię na masiaste placki z mnóstwem kalorii. Uwielbiam takie wymyślane, żadne suche keksy! Dużo placków, bez wyrzutów sumienia i bez mdłości, bo zanim mnie zemdli to już będzie po wszystkim 😉

  15. Albo poszłabym do najlepszej i najdroższej restauracji, zamówiła najdziwniejsze dania z karty, a z rachunkiem poczekała na ten Armagedon 🙂 znając moje „szczęście” to by nie nadszedł …i uratowałabym w ten sposób świat jak superbohater z dużym debetem 😛

  16. Kocham jeść i jak jem to jestem szczęśliwa, także mój ostatni posiłek musiałby składać się z wielu. By nikt nie zarzucił mi, że ma być jeden, każdy ostatni kęs poprzedniego dania będę zagryzła kolejnym (ależ ja jestem sprytna 🙂 I tak zaczęłabym od tradycyjnej owsianki, potem byłaby wiejska kiełbasa z dużą ilością musztardy, raviolli z dynią i masłem szałwiowym, żeberka w żurawinie i pavlova z kremem mascarpone i owocami, niebieski ser pleśniowy i na koniec brownie. No dobra po takim posiłku nie musiałbym czekać na koniec 😉 ale ostatnie tchnienie wydałabym z uśmiechem na ustach.

  17. Oj, przydałby się taki… a że ciężarnej się ponoć nie odmawia (bo myszy czy coś) to sama wiesz… Poza tym mam nadzieję, że zdążysz ogłosić wyniki zanim urodzę, bo już siedzę na torbie i czekam na termin. A zjadłabym jakiś pyszny kawał mięcha z kluskami śląskimi i jarzynką z buraków, ale nie za duży, bo mam już mało miejsca na żołądek (resztę zajmuje Syn II), a na deser koniecznie musi zmieścić się jeszcze eklerka. A jeśli ten meteoroid po porodzie moim miałby uderzyć, to podwójną porcję poproszę.

  18. Zjadłabym to czego odmawiałam sobie przez ostatnie 6 miesięcy ze względu na cukrzycę ciążową: zupę krem z dyni z groszkiem ptysiowym i śmietanowym keksem, placki ziemniaczane z gulaszem węgierskim i lody czekoladowo-miętowe…dużo lodów.
    Skoro ostatni posiłek, to niech „obcy” w moim brzuchu też ma jakąś przyjemność od życia

  19. Ponieważ wczoraj oglądałam HOC to myślę wciąż o żeberkach …..
    Takich podsmażonych najpierw, potem uduszone z warzywami na niskiej temperaturze przez kilka godzin. Takie żeberka ……… mniammmmm
    do tego podpiekane ziemniaczki i buraczki
    a potem a potem
    malinową chmurkę z kawką z ekspresu

  20. Gdyby to miałby być ostatni posiłek w celi śmierci jako wypełnienie ostatniej woli to bez obaw spróbowałabym rybę Fugu. No ale skoro mówimy tu o pierdyknięciu meteroidu, to sama podjechałabym do Orlenu po dwa hot-dogi z kabanosem i zimną pepsi w szklanej butelce 😉

    1. W takiej sytuacji pozostałoby szybkie opierniczenie chleba ze smalcem i ogórek kiszony 😉 A zamiast „pepki”, setka polskiej wódki, np Sobieski. Jak odchodzić z tego świata to po królewsku 😉

  21. No cóż – zgubą moją są słodycze -więc na 190 % na deser zrobiła bym coś słodkiego . Najpierw kuleczki serowo-ziemniaczane obtaczane w sezamie a później pyszny sernik. Skoro i tak to ma być ostatni posiłek..Z dużą ilości czekolady, z bardzo dużą… I to nie z tą zdrowszą wersją – gorzką tylko z mleczną. Bez ostatniego posiłku lubię nieraz tak zjeść. A potem mijając lustro myślę „Jesuuuu zjadła mnie jakaś gruba baba”

  22. Przepyszne rolady wołowe mojej teściowej, pełne boczku, cebuli, kiszonego ogórka w zawiesistym, aromatycznym gęstym sosie podane z gumiklejzami i „modrom kapustom” – czyli tradycyjny ślunski łobiod.

    1. Pysznego tatara 🙂 takiego świeżutkiego, z jajeczkiem, z mnóstwem cebulki i ogóreczka kiszonego, solidnie przyprawionego 🙂 a na deser wielki kawał tortu z bitą śmietaną i owocami 🙂 a potem mogę już umierać ;(

  23. tiramisu i pierniczki, a skoro ciasto pierniczkowe musi leżakować, to poprosiłabym o przedłużenie czasu do wyroku celem ich wypróbowania po leżakowaniu… a w przerwach tiramisu 🙂

  24. Wszyscy piszą cv o bym zjadl zjadła jako ostatni posiłek.ja bym się zastanawiał co zjem jak przeżyje ten armagedon. Mając taki sprzęt to zmartwienie byłoby minimalne.:-P

  25. Jestem fanką dań jednogarnkowych a Bóg mi świadkiem (i szefowa z mężem) że w multicookerze robią się genialnie! Proponuje zesmażony filet, do tego cebulka, papryczka chili i zwykła papryka, suszone pomidorki i cukinia, trochę ziół, podlac wodą i na koniec soczewica. W sumie ostatni posiłek to może być i ryż baaa makaron nawet i to nie razowy 😉 Pyszniutko i szybko a wiadomo koniec świata to i czasu za dużo na gotowanie nie zostaje 🙂

  26. Cóż, to byłby zestaw który robiła moja babcia – zupa pieczarkowa z makaronem świderki, z dużą ilością śmietany i obowiązkowo dużą ilością natki – uwielbiam natkę!! A potem kotlet z kury, tarte zasmażane buraczki, i ziemniaki polane tłuszczem i skwareczkami 🙂 a na deser obowiązkowo PĄCZUŚ 🙂
    Prosto ale jak pysznie

  27. Jako, że jestem osobą dość obżartą i nie napiszę tu jak większość, że nie ponoszę tego konsekwencji, jednak wolę póki co być grubawa, najedzona i szczęśliwa… 😉 a dodatkowo jestem kobietą, więc jestem niezdecydowana… meteoroid musiałby poczekać. Najbardziej lubię gołąbki, a jak wiadomo dość długo się gotują… ale lubię też risotto z borowikami i górą parmezanu, makaron w sosie serowym, jak i kurczaka z grzybami po chińsku, nie zapominając o sajgonkach w cieście filo zamiast ryżowego… wyprodukowanie tego wszystkiego zajęłoby tyle czasu ( lubię przygotowywać potrawy czasochłonne ) że meteoroid by się znudził czekaniem i zawrócił…. i tak oto moje obżarstwo uratowało by świat. 🙂

    1. Zapomniałam dodać, że uwielbiam robić torty zdobione masą cukrową… a każdy chyba wie ile to trwa… 😉

  28. jeśli rzecz działa by się dzisiaj,
    bylaby to zupa ogórkowa i kasza gryczana z zasmażaną kapustą kiszoną i kotletem mielonym ☺

  29. Pytanie czy zdążyłabym zjeść cokolwiek!? W końcu ja matka polka. Z dwójką dzieci. Przy dwójce urwisów z małą, ale jakże wspaniałą (kto ma ten wie) różnicą wieku -prawie 4lata i prawie 2lata, to pytanie nabiera prawdziwego sensu..a jak dodać do tego fakt posiadania dwóch niejadków to już w ogóle. Zatem prawdopodobnie skończyłoby się na kluchach z sosem, bo to jedyna potrawa, którą lubimy wszyscy. O ile dzieci nie wywaliłyby jej na podłogę, nie nabiłyby sobie guzów i nie udławiły się kluską!

  30. Boszzzz… prościej byłoby napisać czego bym nie zjadła. Ale jako zadeklarowana słodyczoholiczka wybieram brownie. Masło, cukier i całe morze gorzkiej czekolady. A to wszystko rozpływa się w ustach, czysta rozkosz, można umierać (napisałabym „z uśmiechem na twarzy” ale przy pierdyknięciu czymś w ten ziemski padół nie wiem do końca, czy usta nadal będę mieć na twarzy).

  31. Skoro to miałby być mój ostatni posiłek to zjadłabym kiszone śledzie- szwedzki przysmak. Przedtem jednak wskazane by było napić się czegoś % . Słyszałam, że na trzeźwo się nie da ogarnąć tego hmmm, specyficznego zapaszku. Z reguły nie jestem odważna i nie lubię wyzwań ale w tej sytuacji.

    No ten tego. Raz się żyje! 😛 😀

    1. Nawet % nie pomagają, wiem co mówię. Plus jest taki, że z racji tego, że jutra nie będzie, to unikniesz ciągłego przypominania Ci przez żołądek, co zjadłaś dnia poprzedniego.

    2. Z doświadczenia podpowiem, że nie ma takiej ilości alkoholu która zniwelowałaby ten straszliwy odór i smak. Nawet zapicie zmrożoną czystą nie pomogło. A smród który potem wionął z ust… jak przegniła, kilkunastodniowa padlina.
      Jak zjem wszystko (przynajmniej raz!), tak śledzi nigdy więcej, za żadne skarby świata.

      1. A na koniec świata zjadłabym camemebert zapieczony z figą i rozmarynem. Danie które najlepiej smakuje z białym winem i moim mężem (wino pijemy, męża nie zjadamy).

  32. Jako, że całe życie jestem na diecie, nie żałowałabym sobie. O nie! Na początek ociekający serem hamburger z wołowiny zagryzany prawdziwymi frytkami z prawdziwych ziemniaków. Na deser Pawłowa. Koniecznie z malinami i poziomkami. Posiłek zakonczyłabym niewiarygodną ilością lodów pistacjowych. Końca świata nie potrzeba. Po takim posiłku uległabym samodestrukcji. (Po najpiękniejszym doznaniu w życiu)

  33. Jeśli to ma być ostatni posiłek to sorry idę w słodkości: tort z ciężkim kremem z alkoholem i to cały mój, bo uwielbiam i oczywiście do popicia szampan koniecznie różowy półsłodki a niech tam słodki. Wielkość i ciężar mojej dupy i tak już w tym momencie nie będzie miał znaczenia 😉

  34. Ostatni posiłek… znaczy nie trzeba modlić się, żeby poszło w cycki … ani martwić i zgagę… cymes… to ja zamawiam kanapkę z bułki z kebaba z pulled porkiem, chrupiącą sałatą, ogóreczkiem i nieprzyzwoitą ilością majonezu… do tego micha frytek i obok mucha pomidorów … na deser lody … dużo lodów… po tym to już nic by nie musiało pierdykac w ziemię … sama bym zeszła z tego świata.

  35. Będąc aktualnie na diecie,którą mam mieć jeszcze przez 3 miesiące slinka cieknie mi na widok zwykłego mielonego 🙂 ale gdyby miałby to być ostatni posiłek zauważyłam tutaj kontekst do zbliżajacych się świąt :p ale lepiej zejdźmy z tego tematu . Mój ostatni posiłek ,który chciałąbym zjeść byłaby to karkóweczka w sosie z młodymi ziemniaczkami zapiekanymi na smalcu( tak,tak moja mama mnie tak nauczyła malutkie młode ziemniaczki po ugotowaniu zapiekamy na smalcu :)) i do tego fasolka szparagowa. Idę po mop bo się trochę pośliniłam.

  36. Kaczkę. Taką upieczoną. Pierś najlepiej. Z pure ziemniaczanym. I żurawiną. I winem. A potem czekoladę. Z nadzieniem z likieru gruszkowego. W ogóle – te wpisy są znęcaniem się nad ciężarną (tak -łatwo się było zorientować po tych ciągotach do napojów wyskokowych, kiedy akurat nie wolno… ;-). Od 40 minut nie mogę się zdecydować jaką to ja mianowicie mam zachciankę kulinarną. A mąż stoi w blokach startowych, bo jest pewien, że akurat tego nie mamy w dom.
    Poza tym – chyba sobie przygotuję taki zestaw na koniec świata i zamrożę. Bo wiadomo, kiedy to będzie? A w razie czego też się nie zmarnuje 😉

  37. Kapusniak! Ja wiem, ze sa rozne (kulinarne) zboczenia, no ale kapusniak…. na boczku… juz mam slinotok.
    A skoro to ostatni dzien, to na deser czipsy plus piwo. Choc deska serow z winem tez by przeszla.
    Wychodzi, ze kulinarny gust mam jak typowy facet. 😉

  38. Ostatni posiłek… Bigos!!! Bigos bym zjadła, z pysznej kapustki, z przesmażona kiełbaska, mięsem, winem, jabłkiem i śliweczka. Chociaż w zasadzie to na jabłka i śliwki jestem uczulona to zamiast tego dolalabym wiecej wina. Wiec, no w zasadzie to by wyszło bardziej wino z kapusta, ale skoro to miałby byc ostatni posiłek to co mi tam 😉

  39. Jako iż wyhodowałam sobie rodzinę to zagoniłabym męża do robienia rolad, a córy robiłyby kluski i modrą kapuchę. Moje zadanie będzie o wiele bardziej górnolotne – trzeba bedzie w tym czasie stać przed szafą i ryczeć że nie mam sie w co ubrać, by zejść z padołu w wersji ‚boska i najedzona’. Jak rolady w wykonaniu męża mogę sobie wyobrazić (mimo iż jego najbardziej wyszukanym daniem jest ugotowanie pierogów z Biedronki) tak to, że znajdę cos w swojej szafie jest bliższe klimatom si-fi.

  40. Kazdy wie ze najlepiej smakuje posilek przygotowany przez inna osobe, wiec ja chetnie zjadlabym steak’a przyrzadzonego przez mojego meza (a moj maz robi najlepsze steak’i, mieciutkie, troche krwiste i rozplywajace sie w ustach). I oczywiscie zjedlibysmy sobie romantyczna kolacje przy swiecach… wroc, przy wybuchach meteoroidow towarzyszacych temu duzemu co to juz spadl ale jeszcze nas nie zabil.

  41. Wizja Armagedonu nie obeszła mnie ani ciutkę, bo nie trza mi meteroidu, by świat mój każdego dnia walił mnie na kolana raz za razem. Dlaczego? Bom matką czterech synów, w tym dwóch dużych – w gratisie z mężem otrzymanych i dwóch małych, w bólach porodowych poczętych. Dwóch studentów, dwa małe bąki i mąż tirowiec – wsadzam w gary wszystko, co nie ucieka. A potem w słoiki, na zaśkę. Więc gdybym miała spożyć ostatnią wieczerzę – otworzyłabym któryś ze słoików pewnie. No chyba że miałabym to cudo…Hmmm…jakież wtedy byłoby wszystko prostsze…:)

  42. Skoro miałby to być mój ostatni posiłek to by było to coś, czego muszę/powinnam sobie odmawiać. Pomyślmy…
    1. Przystawka- kromka pysznej domowej drożdżówki z grubą warstwą nutelli, posypana żelkami.
    2. Danie główne- wielki, tłusty burger z potrójnym serem i toną warzyw.
    3. Deser- ogromna porcja lodów waniliowo-czekoladowych, posypanych żelkami i truskawkami, polanych polewą adwokatową.
    4. Drugi deser- śledzie w sosie tatarskim. 🙂
    Do picia- podwójne latte z syropem toffi, potem gin z tonikiem. 🙂
    Ech…rozmarzyłam się… 😉 Ja tak serio! Najpierw cukrzyca ciążowa, teraz Młody ze skazą białkową i uczuleniem na czekoladę- nazbierało mi się zachcianek. 🙂
    Pozdrawiam!

    1. Nie mogę się powstrzymać, muszę Ci Matko napisać co mi przyszło pierwsze na myśl jak pomyślałam o ostatnim posiłku. Tak poza konkursem, na poprawę humoru raczej, bo bym tego nie zjadła żeby sobie wspomnień z dzieciństwa nie popsuć jak gumą Turbo z Biedrony. 🙁 Uwaga! Ziemniaki (po naszemu kartofle) z parnika, które mój dziadek dla świń gotował. Takie w mundurkach, niezbyt czystych oczywiście. Kradzione. Z przybrudzoną solą zachomikowaną gdzieś w jakiejś starej puszce. Ach… Aż mi ślinka leci jak o tym myślę. 🙂 Chyba do tej pory nic mi tak nie smakowało. 🙂 Ciekawe czy taki Multicooker dałby radę parnikowi? Szczerze wątpię! 😉 Pozdrawiam!

        1. Właśnie mi wyszło że za długo napisałam… Można jeszcze raz?
          1. Przystawka- domowa drożdżówka z Nutellą i żelkami.
          2. Danie główne- burger z potrójnym serem i toną warzyw.
          3. Deser- lody waniliowo-czekoladowe, posypane żelkami i truskawkami, polane polewą adwokatową.
          4. Drugi deser- śledzie w sosie tatarskim. 🙂
          Do picia- podwójne latte z syropem toffi, potem gin z tonikiem. 🙂
          Ufff, zdążyłam. Teraz jest ok!

  43. Pojechałabym do babci i poprosiła o mój królewski obiad (taki z okazji urodzin, piątki na świadectwie, obrony itp.) czyli super kwaśna ogórkowa przegryzana słodkim naleśnikiem z białym serem. Od 26 lat mój namber łan!

  44. hmmmm… ja zjadłabym homara 😀 Nie mam odwagi spróbować, a chwilę przed śmiercią byłoby mi obojętne 😀 Gdyby odwagi jednak zabrakło… zjadłabym gołąbki! Takie w sosie własnym (nie pomidorowym, oj nie!)… jak robiła Babcia i Mama… 😀

    już głodna jestem 😀

  45. A to zależy co miałabym w lodówce.
    W ostateczności jabłka próżne z migdałami i cynamonem. To zawsze jest. A sprzęt pewnie i z takim wyzwaniem by sobie poradził 😉

  46. Zacznę od tego, że dziękuje za multi cookera. Nie dlatego piszę komentarz 🙂
    Regułą jest, że jadam zdrowo. Nie z potrzeby serca, ale z lenistwa.
    W weekend pieczemy mięso i przez tydzień siedzenia za biurkiem pochłaniały je (mięso, nie biurko) przy akompaniamencie sałat (dziękujemy Carrefour), pomidorów i ziarek rożnego typu.
    Na inne obiady brak czasu/chęci/energii (czytaj: jestesmy leniwi).
    No dobra, czasem zamiast mięsa jest jakaś feta czy wędzona ryba 🙂
    Jedynym dniem podczas którego sie wylamujemy jest czwartek.
    Otóż w czwartek, po pracy, tradycyjnie zasiadamy w Maku i dopiero wówczas naprawdę jemy 😀
    Dlaczego ‚tylko’ raz w tygodniu? Ano lata lecą i jeszcze trzebaby było w legginsy sie wciskać albo co…
    I teraz do sedna:
    Serdeczne podziękowania dla wszystkich komentujących 🙂
    Za ich kreatywność, niezwykle realne opisy, no i wgl za to ze ich aż tyle.
    Przeczytałam wszystkie 🙂
    I Tobie Matko dzięki, Tobie nawet szczególne i to z laurką jakąś albo i innym wiechciem 🙂
    Super pomysł z konkursem, for me, for my empty tummy…
    Mamy piątek, wczoraj wcięłam dwa wieśmaki, średnie frytki, popiłam pepsi i ‚dopchalam’ lodami 🙂
    Za to dzis, dzieki Wam wszystkim, wiem co będzie na kolację 😀

    Kebab king’u- nadchodzę 🙂
    (Za godzinę…)

    XXX

  47. A ja bym zjadła czerninę, tylko taką zrobioną przez moją nieżyjącą babcię i na deser jej jabłecznik. Pyszności, szkoda że tych smaków nie da się powtórzyć. A do picia nalewka mojego taty z czeremchy, którą zrobił jak zaszłam w ciążę i czeka aż przestanę karmić piersią, więc jakbym się dorwała do tej nalewki po takim czasie abstynencji to pewnie bym nie zauważyła tego meteoroidu.

  48. Świat się kończy, ostatni posiłek mówisz… U mnie wszyscy chórem zawołają: golonki po bawarsku. A można potem garów nie myć? Bo przy tych golonkach to mi się zawsze nazbiera od groma misek, patelni, o brytfannie nie wspominam. No i czasu potrzeba, bo najlepsze, gdy są długo, w średniej temperaturze pieczone. Czy ten meteor da wcześniej znać? Takie goloneczki, podlewane jasnym i ciemnym piwem, z mnóstwem warzyw to niebo w gębie. Potem można już do nieba, ale ci, co do piekła też będą mieli cudne wspomnienia z ostatniego posiłku;-))

  49. na ostatni posiłek dla siebie to bym wybrała szampana i truskawki 🙂 Może być po skrzynce każdego 🙂 A dla męża w tym czasie jego ukochany schabowy z kapustą. Dzieci by pewnie wybrały śledzia i lody, bo po nich wszystkiego można się spodziewać chwilę przed katastrofą 😀

  50. serio? Mam wybrać jeden posiłek? Multikuka nie mam, przydałby się okropnie,ale tymi rencami własnymi se zrobie kluski ślonskie. I zeżrę,na co komu sos i mięso!
    Potem sałatkę o wdzięcznej nazwie „Fanaberia”. Pięknie brzmi, co? Smakuje niebiańsko, bo tam i sałata lodowa i mango i prażone pistacje i pomidorki.
    Na deser włoskie lody, najlepiej takie prosto z maszynki jedzone według schematu pochylasz się, otwierasz buzię, podkładasz pod maszynkę i….ach 🙂 Nikt nie mówił, że to ma być posiłek dla damy!
    Na końcu czekoladę sobie życzę.
    Kawę.
    I martini, bo organizm musi być nawodniony przecież.
    I mogę odchodzić z tego łez padołu!
    Dziękuję.

  51. Grilla bym odpalila a na nim karkowka, kielbasa, jakis szaszlyczek, pieczone ziemniaki (mlode z ogniska jeszcze lepsze by byly). i zimne piwo do tego 🙂

  52. Zagłada? Jak po prawie siedmiu latach tresury, tfu.. wychowania doczekałam się kawy własnoręcznie przyrządzanej i podawanej do łóżka przez Młodą? Skoro obsługuje prosty ekspres i mikrofalę to po krótkim szkoleniu (krótkie bo: a. nadchodzi zagłada b. sprzęt jest podobno dziecinnie prosty w obsłudze ) dałabym ten posiłek przyrządzić córce. Niech gotuje już mamie do końca świata 🙂

  53. Jak ostatni posiłek to wszystko najbardziej ukochane, czyli bitki wołowe w sosie własnym, z ziemniaczkami i pyszowatą surówką z kapuchy kiszonej (mogłabym to jeść dzień w dzień), na deser tiramisu razem z Pavlovą (do pierwszego idą same żółtka, do drugiego same białka, co ma mi się marnować jajo przed końcem świata…) a na przystawkę albo deser na wykwintno deska serków śmierdzielków i wino w ilościach hurtowych (coby z tego świata zejść w miarę bezboleśnie…)

  54. Zjadłabym wielką michę fasolki po bretońsku, wybuch byłby jeszcze większy… 😀 I wino, to wiadomo. Na trzeźwo nie można umierać (żyć też czasem ciężko).

  55. Do grobu chciałabym zabrac tego głupiego chomika co mi biega po domu a nie moge go wywalić bo syn by padł ze smutku. Tazke by mieć pewnosc ze w czasie armagedomu ten chomik zginie to chcialabym go ZJEŚĆ. Ciekawa jestem jak takie sprytne urządzenie by go urządzilo?! Popic winem i czulabym ze odchodzę z tego swiata wygrana. Bo codziennie zycie mi pokazuje 1:0 dla chomika :/

      1. Ten chomik to madry i kontaktowy. Wchodzi w nogawki i lubi sie miziac. Tylko wpiernicza kable, poszewki,chusteczki… Nawet po scianie wchodzi na szafe zeby dorwac orzechy.
        A mieska malo,ale moze delikatniejsze niz swinki morskiej…

  56. No i zmotywowałaś mnie do ujawnienia się jako czytaczka, wierna acz pozostająca w cieniu 😉
    a na ostatni posiłek zrobiłabym krupnik na świeżutkich kurkach prosto z lasu z dużą ilością koperku, następnie pierogi z równie leśnymi jagodami polane śmietaną, a na deser oczywiście niby-piernik z marmolady jaki piekłam w dzieciństwie z moją ukochaną babcią…
    Tak więc tego- muszę wygrać, by wrócić do lat szczęśliwości choć na talerzu 😀
    A jak się nie uda to z zemsty i tak będę Cię stale podczytywać, a co :D!

  57. Kocham jajka, więc byłyby to jajka w koszulkach na toście z masłem, z grillowanymi szparagami, szynką parmeńską i to wszystko posypane suszonymi pomidorami.
    No i teraz zgłodniałam 😉

  58. Najpierw wytrawne martini na zaostrzenie apetytu. Potem zupa ogórkowa z ziemniaczkami tłuczonymi długo i mocno, wraz z masełkiem. Do przepłukania przełyku grappa. Na drugie pieczony łosoś, młoda marcheweczka i fryteczki, no i oczywiście wino białe wytrawne, ilość dowolna. Oczywiście deser tort orzechowy wg przepisu mojej Babci, z orzechów włoskich , tony cukru, kopy jajek. Do deseru wino różowe półwytrawne (w końcu koneserką jestem). Lampeczka, lub dwie, koniaczku na lepsze trawienie. Po chwili przerwy chipsy z czekoladą (a kto mi zabroni) i mistrzowskie mojito z mojego ulubionego baru sopockiego. A potem to będę błagała o armagedon bo kaca nie przeżyję!

  59. No więc, jeżeli miałoby się tak stać… to:
    Nie myślałabym o jakimkolwiek odchudzaniu, kaloriach i innych duperelach na które zawsze zwracam uwagę. Kopsnęłabym do swojej paszczki pyszną słoninkę (taką jak u mamusi), czosnek oraz świeżutki chlebek!!! Nawet nie martwiłabym się przeogromnie ohydnym oddechem. O niczym innym teraz nie marzę. Pracując na okrągło, nie mając czasu na ‚normalny’ posiłek i na powrót do rodzinnych stron oraz garnuszka mamy.

  60. Maltesers!!!
    Dużo Malesers’ów!!!
    Wreszcie bym ich sobie nie żałowała, tylko tak bym się napchała, że na pierwszym bym już „siedziała”, a ostatni miałabym w ustach. Ot co.
    Tak, Maltesers.

    P.S. Swoją drogą jak to dopiero widać ile osób tylko czyta, a nie komentuje;)

    Pozdrawiam:)

        1. Jako mąż rzeczonej mogę potwierdzić, że jest wierną czytelniczką, a ja słuchaczem 🙂
          Przypomniała mi dzisiaj tylko pięciokrotnie, że mam się zalogować i podzielić również moimi przemyśleniami – jako że niewątpliwie jestem w czepku urodzony, skoro mogę się cieszyć jej osobą w życiu, prawda?
          A zdrowego przygotowanego jedzenia nigdy za dużo.

  61. Z czasow dziecinstwa pamietam pierogi i kopytka albo leniwe mojej mamy. Oraz ukochana zupe ogorkowa, ktorej kiedys zjadlam pol garnka. A na deser muscat koniecznie ciezki i slodki bo sa rozne.
    Taka mala pelnia szczescia.

  62. U nas na pytanie o jedzenie pada odpowiedź syna…jajcownica, córki…jajco na miękko oraz syna…ty zjedz jajco a ja je wciągne cycem;)..tak że wyboru nie mam..jajcowata z nas rodzina…a że była sugestii o podlizywaniu, to umilasz mi matko każde karmienie..tyle że mlody zdziwiony jak mu się stołówka trzęsie ze śmiechu. .

  63. Jeśli miałaby to być tylko jedna jedyna rzecz – blok czekoladowy! Umarłabym absolutnie szczęśliwa.

    Zaś na posiłek z dowolnej ilości dań i deserów, zaszalałabym pizzą z bawolą mozarellą, zupą z rybami i owocami morza, talerzem serów i szynki parmeńskiej, skosztowałabym w końcu kociej karmy (gdybyś wiedziała, jak pachnie ta mojego kota! I to bez aromatów! – nie bez powodu płacę za nią fortunę…), obżarłabym się owocami, a na deser makaroniki i, oczywiście, blok czekoladowy. Sękacz i sernik. To w razie, gdyby trochę miejsca jeszcze zostało.

    Tak to ja mogę umierać!

  64. Zapytałam córki, co ma 5 lat i odpowiedziała: ,,lody waniliowe…a nie, nie…pomarańczowe, takie uwielbiam odkąd spróbowałam”…czego to się człowiek nie dowie w chwili potencjalnej zagłady…no, to ja bym wzięła waniliowe, duużo i z czekoladą :))

  65. Szampana otworzę za kilka stówek, co to go dostałam kilka lat temu i wciąż czeka na wyjątkową okazję. Lepszej, jak mniemam już nie będzie 🙂

      1. Czemu niestety? Ja lubię i czytam. Gościu tak pisze o naukowych sprawach, że nawet do mojej humanistycznej głowy dociera.

    1. Nie pytam, bo wiem. Na „Sondę 2” też już zerknęłam i na jej krytykę na Onecie też ;). Kupiłam też książki tego Pana, na prezent ale jednak.

  66. A ja zjadłabym cokolwiek byle ciepłe i w ciszy. W domu mam 4 facetów i ja jako rodzyn w tym cieście zawsze na końcu. Więc chociaż w tym dniu chciałabym być pierwsza :).

  67. No i mialabym problem (chyba, ze ta zaglada pozwolila by na 9 godzin lotu do stanow). No ale zakladajac brak ograniczen (lub moze obecnosc prawdziwego wloskiego mistrza pizzy wraz ze mna w hameryce – bo ) to ja na ostatni posilek zjadlabym pizze bianca z cukinia i duuuza (pol galona) porcje lodow Rocky Road „Haagen Dazs” (mocno czekoladowe z marsh mallow, karmelem i solonymi migdalami). A czemu te stany? Bo z niepojetej przyczyny nigdzie w Europie nie udalo mi sie dostac smaku Rocky Road – nawet w firmowej lodziarni ww marki.No a pizze lubie jednak w stylu wloskim nie amerykanskim – stad ten rozkrok.

  68. A za mną dłuuuugi już czas chodzą owoce morze, które jadłam na Rodos – sałatka z ośmiornicą i szaszłyk z krewetek, ośmiornic i miecznika, mniam! Pewnie na ten niezapomniany smak złożyły się dodatkowo wakacyjne okoliczności przyrody… 😀 No a skoro to ostatni posiłek to jeszcze jakieś tortowe, przesłodkie ciacho!

  69. Sałatka z mango, komosy ryżowej , kurczaka i czerwonej papryki, królik w potrawce z duszonymi jarzynkami, młode ziemniaczki, kalafior… Ehh ja siedzę , moja trójca grzecznie się bawi a obiad sam sie szykuje…

  70. Lat temu dwadzieścia.

    Z klucza otwieram drzwi.
    – Kasiunia – dopytuje mnie w progu – co byś zjadła? Bo jeśli jesteś bardzo głodna, to ci odsmażę kopytek, albo jajko sadzone z ryżem może być, ale jak poczekasz, to będą kotleciki z ziemniakami…
    – Tato – wchodzę w słowo, gdy zrobił przerwę na wdech – zaraz, chwila, moment, dopiero ze szkoły wróciłam, kurtkę zdejmę, ręce umyję!
    – Ale co byś zjadła? Na pewno głodna jesteś…

    Jajko sadzone z ryżem może być.

  71. Ostatnim daniem w moim życiu byłby deser mojego dzieciństwa, ryż na mleku z jabłkiem w cynamonie. A po deserze – schabowy wielkości dużego talerza, z młodymi bulwami i mizerią. Deser celowo przed głównym daniem, bo gdybym nie zdążyła z tym schabowym to umarłabym na słodko.

  72. Nie domagam sie wielogotowacza, ale chcialam Ci podziekowac, o wielka Matko, za gruntowna poprawe humoru 🙂

    (Igliwie jako ostatni posilek juz bylo?)

  73. Ja bym chciała dostać bochenek chleba wiejskiego, jeszcze ciepłego z chrupiącą skórką, do tego masło świeże, wiejskie, od krowy wypasionej na pierwszym wiosenno-letnim pastwisku, pierwsze pomidory i sól. Kroiłabym sobie takie grube kromki, smarowała grubo masłem, na to kładła pomidory w plastrach solidnych, soliłabym trochę i tak z pół bochenka bym zjadła. Na deser truskawki polane śmietaną i lipowym miodem, a potem kawa z pianką oraz czekolada mleczna z całymi orzechami laskowymi.

  74. Jak wiadomo, zagłada ludzkości to wyjątkowo stresująca sytuacja, w związku z czym posiłek powinien być szybki, łatwy i przyjemny. Nakrywamy stół i umieszczamy na nim słoiczek swojskiego smalczyku ze skwarkami, śledziki, ogórki kwaszone, chlebek a w punkcie centralnym stołu butelkę bimbru ( taki domowej roboty zwykle osiąga ok 90%). Rozpoczynamy konsumpcję…po takim posiłku gwarantowane jest znieczulenie ogólne duszy i ciała, przez co ze zniecierpliwieniem i radością będziemy oczekiwać meteorytu ( przecież jeszcze nigdy nie widzieliśmy czegoś takiego z bliska) a na koniec zaczniemy skandować z entuzjazmem: ” jeszcze jeden, jeszcze jeden…”

  75. Ło-matko-z-córkami jak ja bym bardzo chciała dostać taki sprzęt.
    Czytając Cię jednak od lat, poddaję się już na starcie. Ani nie jestem wymowna ani rozgarnięta literacko więc wpisem furory nie zrobię. A co do posiłku, po prostu rosół! Taki ze szczęśliwej kury biegającej po podwórku z kawałkiem kaczki, wołowiny. Makaronem własnej roboty i lubczykiem. Można by jeszcze wymyślać drugie dania , desery ,ciasta ale czy w obliczu rosołu to wszystko nie blednie?
    Pozdrawiam.

  76. ChPD ze mnie więc było by to coś prostego! Jako ze w zarciu siedzę dopiero 2lata bo:
    a)młoda jestem i zawsze TE RZECZY robiła za mnie mama
    B)syn mi się urodził wiec musze gotować
    To ostatnim posiłkiem były KANAPKI na własnego wypieku bułkach, z masłem,jajem i szczypiorkiem. O Panie,niebo w gębie! A jak bym zdarzyła to racuchy z czekolada i owocami! Dziecku tez bym dała, bo czym jest próchnica wobec końca świata?!

  77. A ja bym zjadła placki ziemniaczane z sosem i może jeszcze pierogi ruskie- o tak pierogów to bym nie odmówiła nawet jakbym była już plackami naładowana po beretkę. Niestrawnością bym się już gdzie indziej martwiła 😉

  78. A ja bym się napiła wina..
    z rozpaczy, że świat tak fajnej babki już nie zobaczy.
    A gdybym jeszcze miała czas, gdy po winie głód się nawinie zjadłabym cukinie. Z makaronem. O!

  79. Zjadłabym cokolwiek, co ugotowałby dla mnie kto inny, a potem zabrał brudne naczynia, zrobił mi herbaty i zniknął 🙂

  80. Pizza, kebab, a na deser hamburger! I lody!
    Zamówione, by nie stać przy garach i nie gotować! Bo kiepska w tym jestem. Ciągle coś przypalam! A wymienionych rzeczy prawie nigdy nie jadam, bo kalorie, bo dupa urośnie. No ale jak zagłada to można poszaleć!

  81. A ja zjadłabym najprostsze rzeczy, których sekretem jest smak, a może atmosfera w której je jadałam 🙂 Próbuję odtworzyć w domu, ale jeszcze nigdy to nie było TO. Pomidorowa mojej babci, z lanymi kluseczkami (kwaśność na takim poziomie, że włosy dęba stawały, wg mojej mamy ;). Na drugie pierożki z mięsem – to smak zapamiętany z przedszkola i jeszcze nigdy w pełni nie odnaleziony ani w domu, ani w żadnej jadłodajni. A na deser lody śmietankowe z polewą z prawdziwych truskawek (jak u ‚Sopelka’ w Karpaczu. Może to wszystko udało by się zrobić w punkt właśnie tego dnia? 🙂 A, jeszcze wszystko zagryzałabym Malteasers (kupowane jedzenie się liczy?). Nie będę się podlizywać, bo na razie się oblizuję. A teraz zrobiło mi się szkoda moich córek, że tylu fajnych rzeczy nie spróbują, przez tę Twoją meteoroidę!

  82. Wizja tyle straszna, co ekscytująca bo przynajmniej mogłabym się nażreć do woli. Co za różnica, czy rozerwałaby mnie metereoroida czy z przeżarcia 🙂 Oj jak ja bym jadła…. I jadłabym wszystko czego zabrania moja nieustająca dieta (swoją droga i tak niedziałająca). Żadne tam zagraniczne frykasy, tylko chleb ze smalcem i ogórasem kiszonym, kluski śląskie, babka ziemniaczana i tatar…. taca tatara…. Ech, ja to mam jednak mało wyrafinowany gust kulinarny 🙂
    A teraz uwaga! Zbieram dodatkowe punkty za podlizywanie się Matce: Matko! pięknie wyglądasz, bardzo poprawiła Ci się cera odkąd przytyłaś 😀
    PS. Urządzenie, które można wygrać bardziej kojarzy mi się z odkurzaniem niż gotowaniem, ale ogarniam co to blender więc jest spox 😉

      1. Ale cera i tak Ci się poprawiła ;P
        A są przewidziane jakieś nagrody za największą ilość punktów ujemnych, bo widzę że mam dużą szansę 🙂 Takie „maliny” Matki Sanepid 🙂

        1. A my się znamy? Bo tak sobie rozmawiamy o Tobie z Marjanną i ona podsumowała „widzisz w jakich czasach przyszło nam żyć? ludzie gnoją innych tak zupełnie bezinteresownie… nawet nieznajomych”
          Ja przytyłam… phi
          :>

          1. Zupełnie się nie znamy. Podczytuję Twojego bloga dość regularnie i to by było na tyle. Widzę, że za chwilę wyjdę tu na internetowego trolla 🙂 a ja tylko zażartować chciałam. No ale żart po babci, może czasami trochę przygruby 🙂 Pozdrawiam Mariannę 🙂

  83. A ja bym zjadła obiad. Tak zwyczajnie. Wszystko jedno co, byleby było jeszcze ciepłe. I bez ciągłego wstawania bo siku, bo kupa, bo biszkopcik, bo soczek, bo miś upadł, bo gile bo miś wcale nie upadł, tylko ja nie zrozumiałam, że został wyrzucony… Życie z roczniakiem nie jest łatwe…

  84. Skoro to ma być wieczerza ostatnia, to koniecznie musi być coś z klasą, co wybitnie dopieści moje kubki smakowe, na przykład takie przegrzebki, których nigdy nie jadłam wprawdzie ale tak mi się ekslusywnie kojarzą jakoś, albo jambalaya z owocami morza, albo rolada z perliczki, albo duszona ośmiornica, albo od biedy gęsie pipki. A najlepiej wszystko na raz, podane na srebrnej tacy razem z butlą wina. Po takim żarciu będzie mi już zapewne wszystko jedno, a nawet co wysoce prawdopodobne, doczekać się nie będę mogła tej nadchodzącej rozpierduchy. Celem zdobycia dodatkowych punktów za wazelinę nie omieszkam napisać, że tak naprawdę nie ważne co zjem, ważne w czyim towarzystwie (i tu werble), a kogóż mogłabym sobie wymarzyć jeśli nie silną, interesującą kobietę petardę o ciętym języku, która grama nie przytyła przez ostatnie lata, a nawet jakby schudła? Taaddam!

  85. Hmm ostatni posiłek życia… to ja bym chciała naleśniki, bo uwielbiam. Na słodko: z cukrem, z białym słodki serkiem, z dżemem… ważne żeby na słodko.
    A skoro to będzie mój ostatni posiłek to dopcham się po sam korek spaghetti. Takim pysznym z sosem bolońskim, posypanym tartym serem :)) A co. Jak szaleń ten ostatni raz w życiu to szaleć 😀

  86. Armagedon ???? Ekonomiczna jestem zawsze, 2 litry wina bialego, jakoby ze mialabym juz ten multicooker to schowalabym sie z nim gdzieś za szafe i cichutko siorpala winko z gwinta…. wycierajac łzy, że juz nic w nim nie ugotuje….. Koniecznie w szpilkach …. Tak mąz moj stwierdzil, jak tresc konkursu przeczytal :))))

  87. Skoro miałyby czyhać na nas moce kosmosu to zamówiłabym 7 daniowy posiłek kuchni molekularnej i liczyła, by ten armagedon nie kazał mi płacić za niebotyczny rachunek 😀 Rozmarzyłam się…

  88. A ja skoro to ma być mój ostatni dzień chciałbym spędzić ze swoja dziewczyną jedząc coś co sprawi że poczujemy się beztrosko i zapomnimy o całym świecie. Byłaby to ryba w sosie śmietanowo-serowym z koperkiem i ryżem. I nie ważne że nam się wtedy ryba rozgotowała a sos był przypalony ale to był nasz pierwszy wspólnie zrobiony posiłek, który dał nam wiele radości i niezłej zabawy. Więc ja chce taki posiłek zjeść ten wspólny pierwszy jako ostatni.

  89. Gdybym miała zjeść ostatni posiłek w swoim życiu (o, zgrozo!) to na pewno zaszalałabym i zrobiłabym najsłodsze ciasto czekoladowe, jakie powstałoby na świecie. Słodkości to moja słabość, dlaczego by więc nie osłodzić sobie ostatnich chwil swojego życia? Jakoś tak przyjemniej by się zrobiło na serduszku 🙂

  90. Miałabym czas, bo przygotowywałabym się odkąd ogłosiliby na TVN24, że to ostatnie dni ludzkości na ziemi.
    1. dla córki nr 1 najstarszej- makaron, może być z jakimkolwiek sosem, chociaż ostatni posiłek zrobiłabym z jej ulubionym szpinakowo-serowopleśniowo-śmietanowym, posypanym parmezanem,
    2. dla córki nr 2 średniej- gołąbki, duuuużo gołąbków z sosem pomidorowym,
    3. dla córki nr 3 najmłodszej- najlepiej słoik nutellii albo masła orzechowego. O, no i tak bym zrobiła, niech się raz w życiu obje, tym co jej wydzielane jest!
    4. dla mnie- kartacze z mięsem, tłuszczem i cebulką, schabowy z kością, młode ziemniaki z masłem i koperkiem, popijałabym żurawinowym sobieskim z sokiem pomarańczowym, albo co tam, na ostatni dzień kupię finlandię!
    5. dla męża- kluchy na parze z masłem i cukrem, pierogi ruskie, schabowego, ale bez kości z puree ziemniaczanym polanym masełkiem, no i też mu poleję finlandię, to chyba kupię 0,7 (!)

    Potem będziemy leżeć z wydętymi brzuchami i będzie nam wszystko jedno, grunt, że szczęśliwi i razem!

    P.S.
    Jakby już się strawiło i czasu jeszcze zostało, to kalmary w cieście bym usmażyła, do tego piwo, a dzieciom cola.

    Koniec. Może nadejść. Wtedy.

  91. Absolutnie banalne pytanie. Zjadłabym ogromną porcję frytek usmażonych na tłuszczu (nie żadne „dietetyczne” z piekarnika) zalanych sosem czosnkowym i majonezem. A na deser (deser przed śmiercią być musi) czekoladę i ptasie mleczko i lody i czekoladę

  92. Z piwnicy wyciągam zakurzoną księgę czarów. Kotła nie mam, więc w tym złotym odkurzaczu gotuję wywar ze skrzydła nietoperza, ucha traszki, oka żaby i ogona szczura. Doprawiam garścią karaluchów i łyżeczką cukru. Gotuje się samo- bez mieszania. Wychodzi pyszny eliksir nieśmiertelności i żaden meteoroid mi nie straszny. A że za godzinie Ziemi grozi zagłada, trzeba się ewakuować. Miotły też nie mam, ale na tym odkurzaczu też da się latać! Kierunek- Mars! Tam można hodować ziemniaki- zrobię potem frytki.

  93. Najpierw dużo gorzkiej czekolady – coby się odstresować tym meteorytem. Potem, zupełnie na luzie otworzyłabym książkę kucharską i po przeczytaniu tych wszystkich pysznych dań – nastawiła bym coocera na robinie pierogów ruskich a sama bym poszła wypić wino truskawkowe – które mój szanowny Żon zostawiał w barku na czarną godzinę !

  94. Byłoby to coś słodkiego, ostrego, kwaśnego i nowego. Tak, żeby ten posiłek był wspomnieniem, ale też i nowym, ostatnim przeżyciem. Z oszczędności czasu i z lenistwa słodkie, ostre i kwaśne połączyłabym w żeberkach w sosie keczupowo-miodowym. Coś nowego wyczarowałby mi na szybko jakiś porwany Chińczyk, czy inny Marsjanin, który przyleciałby przed tym nieszczęsnym meteoroidem specjalnie po to, by zaspokoić mnie w kuchni. 😉

  95. Ponieważ jestem w 9tc i mdłości żyć mi nie dają, to ciężko myśleć o jedzeniu i nie musieć zaraz lecieć do łazienki 😉 Ale od kilku dni chodzi za mną pieczony łosoś, taki jeszcze lekko surowy, z gotowaną młodą marchewką z masłem i młodymi ziemniakami. Albo pierogi ruskie mojej mamy ze smażoną cebulką, dużo smażonej cebulki. A przez ssaka ze skazą białkową ostatni posiłek byłby pewnie pełen sera, śmietany, mleka i wszelkiego innego nabiału. Plus wołowina dobrze wysmażona. Dobra, mdłości przeszły jak się rozmarzyłam, idę coś zjeść 😉

  96. A ja bym zjadła moje ulibione danie z dzieciństwa. Niezbyt wykwintne ale je uwielbiam. Jaja ugotowane na twardo z ziemniakami i sosem chrzanowym. odkad wyszłam za mąż nie jadłam bo stary stwierdził ze nie tknie. A jakby to mial byc koniec swiata to w dupie miałabym chłopa zjeść dobrze bym wolała.

  97. Ja najpierw ugotowałabym ziemniaki i zacierki w multicookerze. Potem podsmażyła słoninę , oczywiście w multicookerze. Potem pogrzała mleko ze słoniną i zacierkami-wiadomo w czym. Nie wykładałbym tego na talerz (przecież w takiej chwili nie będę stała przy zlewie) tylko głośno pomlaskując, oświetlona tylko kolorowymi kontrolkami z multicookera, zjadłabym to królewskie danie żałując jedynie, że to ostatni raz…gotowania w multicookerze….
    PS: Matka S. na prezydenta! ( a nuż się uda )
    🙂

  98. Rosół. Mój comfort food. Z kury, indyka i kurczaka z dodatkiem wołowiny. Pocieszyłby mnie przed zagładą 🙂
    A żeby całkiem się najeść – zrazy wołowe wg przepisu mojej mamy, z tajnym składnikiem, który sprawia, że jest to najsmakowitsze danie na świecie!
    No i deser obowiązkowo – lody! Tak dawno nie jadłam lodów…

  99. Jeden Posiłek?! O jeny.. Chyba na ostatnia wieczerze wybrałabym muszle makaronowe z mięsem mielonym i sosem z pieczonej papryki. A po kryjomu na deser wsunelabym brownie z solonym karmelem i ganachem czekoladowym,bo wtedy juz wcale nie musiałoby iść w cycki! W końcu w obliczu końca świata nie musze wyglądać jak miss 😉

  100. Multicooker? Super sprawa:) Szczegolnie gdy gotuje się osobno dla trzech osób – sobie samej, alergiczki na diecie, nastoletniej wegetariance i jedenastoletniej ligowej koszykarce 🙂
    Ostatni posilek bylby niezbilansowany, smaczny, swojski, pelen alergenów, niezdrowy i poszedłny w boczki 🙂
    Zupa pomidorowa z ryżem i dużą ilością śmietany, placki ziemniaczane ze śmietaną i keczupem, a na deser czekolada, batoniki bajeczne albo blok czekoladowy… ze szklanką alkoholu. Wódki może nawet (niestety, na alkohol też mam alergię :(.

  101. Zjadłbym zapiekankę ziemniaczaną. Ale nie jakąś-tam, tylko taką, jak Babcia robiła. Z dużą ilością cebulki, wędzonej kiełbasy i boczku, z jajkiem i koniecznie z prawdziwą śmietaną. Taką, co to jak się ją otwiera w piekarniku, aby zalać śmietaną to trzeba uważać, aby języka nie połknąć. Taką torturującą zapachem w ostatnim kwadransie pieczenia. Taką z dużą ilością gęstego rosołu na dnie. Taką idealną pod wieczór z Babcią, tysiącem i flaszką cytrynówki – nadałaby się na ostatni wieczór świata.

  102. Chyba jestem kulinarnie zaspokojona bo myślę myślę i może i wymyślam ale bez efektu wow. Obecnie moja dieta wygląda tak, jak bym się nie spodziewała jeszcze kilka lat temu. Za mięsem nigdy nie przepadałam i typowych tłustych ciężkich dań nigdy nie lubiłam ale nie wyobrażałam sobie diety bez nabiału, głównie za sprawą czekolady i lodów. Teraz jestem na diecie roślinnej, nie jest to do końca mój wybór, w pewnym momencie moje wnętrzności zaczęły głośno wołać” nie chcemy mleka”, brak czekolady jakoś zaakceptowałam ale lodów było mi żal. Więc chyba w obliczu armagedonu zjadłabym lody, tylko najlepiej jakbym znała dokładną godzinę zagłady, żebym nie zdążyła odczuć skutków własnego łakomstwa, bo są bolesne i dotkliwe. Są też dotkliwie odczuwalne przez otoczenie ale to mam w nosie (nomen omen), jak przystało na osobę z wysoko rozwiniętym pierwiastkiem egoistycznym.

  103. Matko sanepid tyle tego że ciężko się zdecydować… Zaczęłam od chleba własnego wyrobu na zakwasie ze smalcem (ostatnio jadłam pyszny z fasoli) do tego ogórek z octu. Jak armageddon to zgaga mi niesraszna. Po czym zakładając że miałabym dobę przynajmniej no ewentualnie pół zjadłabym po kolei: chowder, flaki (te które juz Ci miałam kurierem wysyłać), fasolke po bretońsku, babę ziemniaczaną (jak ciasta wychodzą to baba tez wyjdzie) a na koniec bliny ze śmietaną i łososiem. Na koniec jakbym miała czas to bronie… Oczywiście zaprosiłabym was na te ostateczną wyżerke. Ponoć teraz jedzie się 3,5 godz gdy nie ma korka w Redzie…

  104. Armagedon wlasnie nastał!
    Koniec świata to rzecz jasna!
    Mój ostatni dzień żarciem uczcić muszę, wtem zajadać będę się!
    Kalorie, tłuszczyk pójdą w zapomnienie, duch gotowania we mnie drzemie! Będę robić kotleciki i fryteczki, nadziewane pieczareczki!
    Makarony talerz cały, tak by sosy się wylewały a do tego deser słodki nielada, babeczki kruche i do tego obowiązkowo czekolada!
    I czekając na anioła będę czuła się spełniona!

  105. Od kiedy upewniłam się, że wyrzucenie ciała z samolotu w stroju Wonder Woman nie jest możliwe i zrezygnowałam z wizji pochówku na brzuchu (aby cały świat nadal mógł mnie pocałować w tyłek), z komórką (w razie gdyby teść dał łapówkę i pochowano by mnie jednak żywą) i z butelkami tequili (gdybym w komórce nie miała zasięgu)-postanowiłam, że chcę być skremowana. Jednak ta wizja meteoroidu też mi pasuje, aby odejść z hukiem. Ostatni posiłek mam od dawna zaplanowany- surowa kukurydza popcornowa.

  106. Nie chce nawet marzyć o tej chwili, ja plus milka z oreo,kuleczki maltesters na przystawkę, twix w białej czekoladzie ,deser czekoladowy z musem malinowym ,tarta cytrynowa i tiramisu truskawkowe a na deser chitosy najlepiej serowe popijałabym winem i ten jeden raz w życiu nie musiałabym żałować niczego po 1 kęsie i obiecywać sobie spotkania z Chodakowską o poranku 🙂 :p

  107. ostatni posiłek
    jeju trudne pytanie
    pierwsze skojarzenie obojętnie jaki posiłek byle zjedzony jak człowiek na siedząco , bez pośpiechu i wrzasków a z drugiej strony to ostatni posiłek więc chyba bym jeszcze trochę wrzasków zniosła 🙂

  108. Ostatni powiadasz? To lecim – kawał pizzy, kebaba, hambux z Macdonia, kotlecik mielony, ziemniaczek z koperkiem, troszkę kefiru, flaczki zamojskie, zimne nóżki i jajo z majonezem. A to wszystko polane nutellą. Popiłabym kawą z mlekiem. Jeśli nie byłoby zagłady, to umarłabym na, za przeproszeniem, sraczkę 🙂

  109. Najpierw puściłabym plotkę, że przed głównym wybuchem będzie seria mniejszych – przepowiadających, a potem zjadłabym pełną miskę grochówki i puszczała już coś innego. A co!
    Byleby tylko ktoś mi ją ugotował, bo samej to mi się nie chce.

  110. Kilo truskawek. Albo i dwa. Normalnie umieram po zjedzeniu połowy JEDNEJ truskawki, a uwielbiam te owoce jak rzadko które, taki pech. A jakby mi się te truskawki już uszami wylewały to przerzuciłabym się na szpinak, który też uwielbiam i po którym także umieram. A mówią, że taki zdrowy 😛

  111. Hmm… Koniec świata powiadasz? Czyli że nie trzeba się przejmować małymi perfidnymi kaloriami, które zszywają ubrania, zasobnością portfela, który jakiś chudy ostatnio (tak od kilku lat…) i można wymyślić co tylko się chce!
    No dobra. Z racji, żem ja matka-polka, która po restauracjach się nie szlaja za często (czyt. prawie wcale), to zaszaleję.
    Co bym zjadła? Chciałabym spróbować wszystkiego, co w swoich restauracjach podaje Wojciech Modest Amaro – a co! Czemu nie Gordon Ramsay? Bo za daleko do niego jechać przy końcu świata (mogłabym nie zdążyć się najeść!). No więc zaczynając od amuse bouche (jak to fajnie „zagramanicznie” brzmi…), potem jakaś delikatna przystawka (coś z cukinią?), zupa – może być krem z brokułów, danie drugie i deser obowiązkowo. Jakie? A niech mi Amaro coś smacznego wyczaruje! Przecież to on jest szefem kuchni. Ja tylko spokojnie zjem, zjem, zjem… a potem to już pewnie pęknę – czy z przejedzenia czy z końca świata. Mało ważne… Ważne, że szczęśliwa :]

    1. post wyszedł mi za długi – bo pisany z pracy. Niech więc będzie anulowany. Pojawi się nowy 🙂

  112. Ale teraz ma pierdyknąć? Bo ja do Masterchefa za rok się szykuję! I trenuję posiłki w 60 minut! Więc zrobiłabym puree selerowo-ziemniczane z kalafiorem na 3 sposoby a do tego pierś kuropatwy pieczoną na koronie.Albo tego no … polędwicę Wellington ! Albo po prostu frytki z majonezem bo lubię najbardziej 🙂

  113. Jak to juz taki calkiem kres kresow to poszla bym na calosc,czyt. latwizne, a dokladniej napchala bym sie na maxa probably the best pierogami in the world w wykonaniu mojej mamy 😉

  114. Pierwsza myśl – najdroższe danie świata. Ale czy ja lubię kawiory, tatary i inne świństwa? Nieee… Kolejna myśl – coś mega słodkiego. Tylko czy ja na koniec świata chcę oddać wszystko, co zjadłam? Słabo…
    No więc padło na grilla–takiego wśród przyjaciół i rodziny. Z kiełbaskami, szaszłykami i kurakiem w przyprawach. Do tego piwo dla męża, cola dla syna i soki dla mnie i dla córy. Na deser lody z truskawkami i szampan – by uczcić koniec końców. Wspólne rozmowy, śmiech i po prostu smaczne pożegnanie.

  115. A ja bym poszła w deser…
    (Ciekawa jestem, czy mogłabym taki sernik orzechowy z moich wypieków zrobic w takim Multicookerze…)

    Ale do rzeczy. Po ostatnie danie życia wysłałbym męża. Ja juz bym sobie odpuściła gotowanie, bo mam go powyżej dziurek od tego i tamtego 🙂 Wymagająca nie jestem 🙂

    Pączka bym zjadła… albo 5, albo mega czekoladę 🙂 i tak nikt juz nie patrzy na obwód bioder jak mu sie kończy żywot 🙂

  116. Co bym zjadla.. hm.. jako kobieta (szczegolnie w sytuacji stresujacej) zjadlabym cokolwiek. A z okazji zaglady ludzkosci to cokolwiek byleby duzo 🙂 …w sumie to kazda okazja jest dobra zeby napelnic brzunio:)

  117. Cóż zjeść w przededniu Apokalipsy,
    nim czarny scenariusz „Dies Irae” się ziści?
    Czy tort bezowy co rozwiewa troski?
    Czy ośmiorniczki a’la Sikorski?
    Te rarytasy to dla mnie zbytki.
    Zjadłabym wtedy po prostu… FRYTKI!

  118. „Oda do Matki Sanepid”
    O najwspanialsza pośród wszystkich Matko,
    co szczycić się możesz przeuroczą dziatwą.
    Ja Ciebie cenić już nie mogę wyżej,
    więc mi nagrodę w tym konkursie przydziel.
    Pytasz co bym spożyła na mą ostatnią wieczerzę?
    Ptysia z bitą śmietaną – odpowiadam szczerze.

  119. Na pewno nie zjadłabym nic z multicookera! ..bo nie wiem, co to jest :O
    wnioskuję, że wielofunkcyjne urządzenie do gotowania.
    Jako świeżo UPIECZONA Pani Domu powinnam zacząć dokształcać się w tym kierunku.. ale póki co, musiałabym sięgnąć po pierwszą jadalną rzecz, jaką bym znalazła – akurat byłaby to pomidorówka z kaszą jaglaną. Mmmm!

  120. Gdyby ten koniec łaskawie się zapowiedział odpowiednio wcześnie to pojechałabym do rodziców i z mamą wyrobiłabym kilometry kiełbas a z ojcem bym je uwędziła. W wędzarni z cegieł, pokładając co jakiś czas gałązki z drzewek owocowych. W piwnicy pewnie znalazłyby się jakieś ogórki kiszone (Jak się rodzicielki pytam o przepis na te ogórki, co już od samego ich zapachu kac przechodzi, to skromnie mówi, że ona nie wie o co chodzi, robi jak zawsze. No i by się zgadzało, że zawsze te ogórki pysk wykręcały..). Jeszcze jakby się mamie przypomniał przepis na ptasie mleczko, którego nie jadłam ze 20 lat a smak pamiętam do dziś…. Smalec by się przydał. To wtedy trochę czasu potrzeba żeby słonine przygotować, wytopić smalec i żeby trochę stężał. Chleb to już sama upiekę, żeby z pustymi rękoma nie jechać.

  121. A dla mnie w takim momencie byłoby bardziej istotne nie to co jem, ale z kim. Bo chociaż na co dzień miewam swojej rodziny serdecznie dość, czuję że mogłabym udusić męża, a dzieci pożreć, to jednak w ostatniej chwili chciałabym mieć ich wszystkich przy sobie 🙂 Wszystko dobrze smakuje kiedy jesteśmy razem, ale najlepiej wchodzi sushi. Uwielbiamy.

  122. Kurde koniec świata idzie a ja pomyślałam o banalnym makaronie z sosem brokułowym. I jeszcze mi ślinianki zaczęły pracować na te myśl jak gdyby to było niesamowicie wykwintne danie ha!

  123. No dobrze. Meteor trzasnie za godzine. Czyli wygodnie umoszcze sobie gniazdko w fotelu, przysune lawe i na niej zgromadze moja uczte. Zacznijmy od pomidorowki mojej mamy, bo to mistrzostwo. Pozniej sosik z bitek z surowka z kapusty kiszonej z jablkiem i ziemniaczkami. Plus kompocik truskawkowy oczywiscie. Zagryzka gniazdkiem czy tak zwanym paczkiem hiszpanskim. Przepićie woda mineralna niegazowana. Przegryzka w postaci ogorka kiszonego wyrobu mojej kuzynki (bo tych ogoraskow nie da sie podrobic, probowalam…). Mozliwe, ze i kabanosik wiejski niezbyt obsuszany. Woda mineralna. Lody…. tylko jaki smak…waniliowo-pistacjowo-cytrynowe. Zdecydowanie. No moze jeszcze pusta rurka waflowa. I prazynki ziemniaczane solone. No to godzinka sie juz chyba konczy. Ze duzo i ze mieszanka wybuchowa? No to co? To ostatnia godzina istnienia tej planety. Poza tym, jestem w ciazy. Kto mi zabroni? 🙂

  124. Jako racjonalnie myślący Mąż oraz Ojciec najpierw spędziłbym kwadrans uspokajając Elizę oraz dzieciaki, że przecież koniec świata to jeszcze nie koniec świata, prawda? Trzeba spokojnie zjeść, bo nie wiadomo kiedy nadejdzie kolejna okazja.
    Posiłkami byłby:

    Dla dzieci na pewno powtórka zamówienia do Zająca, czyli buba (parówka) i jajo. Oczywiście z czekoladą na deser a do popicia „kakajo”.
    Żona pełnię szczęścia osiągnęłaby przy zabielanej pomidorówce z makaronem.
    Po głębszym zastanowieniu dla siebie zrobiłbym pajdę swojskiego chleba ze smalcem z cebulką i czosnkiem, ogórka kiszonego i popijał słabym piwem niepasteryzowanym.

    Tak, tak mógłbym osiągnąć nirwanę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaloguj się przez Facebook

Powiadom mnie o odpowiedziach na mój komentarz