Dzieci czasami znikają

Dzieci czasami znikają

Córki uprawiają kolarstwo jak tylko przestanie padać. Rzadkie to chwile, ale jednak. No i oczywiście wyczuliłam je, na co trzeba uważać: na auta, konie, psy, nieznajomych.

– Dzień dobry – krzyknął do mnie sąsiad. – Chciałem porozmawiać z pani córkami, bo znalazłem ołówek i może to ich, ale uciekły…

– Bo im powiedziałam, że jak ktoś je zaczepia, to mają uciekać….

Tym razem posłuchały. Kilka godzin później biegałam po podwórku i szukałam dzieci, bo nagle zniknęły. Oczywiście znalazłam je kilka podwórek dalej. U koleżanki. Jakoś nie wpadły na to, by mi powiedzieć dokąd idą. Ciekawe, że ten nakaz jakoś nie utknął im w głowach. Mają szlaban na bajki… A dziadek ma kupić kłódki.

Ale jeździłam też z nimi na rowerze. Wybrałyśmy się trochę dalej, wzdłuż ulicy. Pod jednym z płotów stała dziewczynka – koleżanka Córki Pierwszej ze szkoły. CP powiedziała „cześć” i pojechała dalej. Córka Druga minęła dziewczynkę, po czym cały czas pedałując odwróciła głowę i krzyknęła:

– Nie mogę powiedzieć ci „cześć”, bo muszę skupić się na jeździe….


8 thoughts on “Dzieci czasami znikają”