Historie łóżkowe

Historie łóżkowe

Dzień spędzony w łóżku. Leniwa sobota… Każdy by tak chciał. Gnieździć się w pościeli, na obiad usmażyć gotowe pierogi i znowu wbić się pod kołderkę. No ja jakoś tak nie mam, ja wstaję rano i ruszam do ataku. A dzisiaj mnie przyszpiliło. Najpierw plecy. No nie bardzo nawet jak było się podnieść. Poza tym dzieci z gorączką. Jedna smarka, druga sika, jakby miała pęcherz bez dna. A właściwie odwrotnie, bo to Córka Druga smarczy, a Pierwsza sika. Nie zważając na plecy jednak w końcu musiałam się podnieść. Najpierw, by odszukać numer telefonu do rehabilitantki, potem, by pojechać do sklepu po te pierogi do odsmażenia i syrop dla dzieci. Wszystko autem babci. Bo babci auto to nie stary Civic, nie jeździ się podwoziem po asfalcie, więc jak się ma plecy w trzech częściach, łatwiej do tego auta wsiąść i później się z niego wygramolić.

No i po południu zaliczyłam wizytę u rehabilitantki. Kobieta to była szalona. Była…. moją bratnią duszą. Ale tak ogólnie nie była zbyt miła.

Najpierw stwierdziła, że jedną nogę mam za krótką (wiem o tym od 20 lat), więc mi wykręciła biodro i wstawiła je w odpowiednie miejsce. Potem zawinęła mnie w kokardkę, rozwinęła i złożyła ze mnie łabądka, jak z origami. Potem jak mnie masowała, to płakałam jak dziecko… do którego nie przyszedł święty Mikołaj. Dowiedziałam się też, że jestem odwodniona, spięta jak diabli, niewyspana, mam wahania hormonów i częste bóle głowy. I babka to wszystko stwierdziła tylko po tym, co wymacała na moich plecach, szyi i policzkach. Biorąc pod uwagę, że miała 100% racji, bo nie piję nic poza 3 kawami dziennie, dzieci są ciągle na mojej głowie, a z pracą bywa różnie, nie sypiam od 5 lat, mam zespół policystycznych jajników i wiecznie jadę na tabletkach, a migrenę mam raz w miesiącu, to jeszcze chciałam, żeby przewidziała, ilu będę mieć wnuków i jakie liczby padną w najbliższym losowaniu Lotto.

Niestety, zgodziła się tylko na to, by nie nastawiać mi szyi, ale to też tylko dlatego, że jej powiedziałam, że jej nienawidzę za to, jaki ból mi sprawiła.

Do auta wsiadłam o własnych siłach. W domu rozwiązałam sama sznurowadła i odsmażyłam te pierogi. Co prawda stówę mam nomen omen „w plecy”, ale mogę chodzić. Mogę nawet siadać i wstawać z łóżka. Kość ogonowa mnie boli i przy siedzeniu jeszcze nie każda pozycja jest idealna, ale jest lepiej niż było rano.

Tylko dzieci nadal z gorączką, smarkają i sikają. Ale to nic. Położyłyśmy się znowu do łóżka. I tak leżymy sobie. A moja ulubiona bajka to „Doktor Dosia”. Jak okażą łaskę, to uda mi się obejrzeć „Kuchenne rewolucje”. I zamiast spędzić sobotę w łóżku w towarzystwie przystojnego bruneta, to plecy mi ogrzewa pingwinek wypełniony wrzątkiem. Przytula się do mojej kości ogonowej.


19 thoughts on “Historie łóżkowe”

  1. Oj rozumiem Cię Matko, rozumiem. Ja odwiedzam taką szaloną kobietę średnio raz w miesiącu. Najpierw robi ze mnie origami a potem w gratisie dostaję zestaw ćwiczeń do domu, przy których sama się składam na kokardkę…

  2. oo takk..też to przeżywałam….masażystka tak mnie w podłogę wgniatała przy nastawianiu kręgosłupa, że prawie widziałam co robią jej sąsiedzi mieszkający piętro niżej. Ale po kilku razach jest o nieeebo lepiej:D chyba, że się w ciąże zachodzi i znowu szlak trafia kręgosłup 😀

  3. Moje też zawsze sika jak smarka i ma gorączkę. Ale jeśli sika i pije bez gorączki to warto sprawdzić, czy za słodka nie jest 😉 (cukier we krwi).

  4. Kiedy ostatnio z dzieckiem na ręku ścieliłam łóżko /big mistake/ coś mi się stało z barkiem. zamówiłam sobie Panią na masaż do domu… I niestety mam złe doświadczenia. masaż leczniczy nie dla mnie. Byłam nieżywa 3 dni..a bark boli 🙁

      1. ojej, zapomniałam, że jesteś samotną matką… serio… tak dobrze sobie radzisz, że autentycznie nie zauważyłam… braku :o))) ale to mija MS – także head up!!! :o))) mój ma prawie 5 l., za co dzięki Ci Panie Boże w niebiesiech… :o))) … bo najwyżej się z nim pokłócę, że teraz moja kolej kurka na Magdę Gessler – ok, on ją lubi like hell, także nie mam kłopotu, ale zawsze :o))) a nr tel do rehabilitantki to chętnie bym łyknęła, jeśli łaska :o))) Buźka!!!

  5. Mnie już w swojej łaskawości zoperowali kręgosłup. Od roku trzy razy w tygodniu składają mnie jak origami, a kręgosłup jak bolał, tak boli 🙁

  6. a ja tez mialam w sobotę problemy ortopedyczne. Otóz skopałam łozko syna, a właściwie sofę. Rozłożyć się nie chciała. Kopnęłam i…spuchł. Przez 2 dni myślałam, że mam złamany palec :((( Teraz jest już tylko siny:D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaloguj się przez Facebook

Powiadom mnie o odpowiedziach na mój komentarz