Rumunia – kilka słów o wycieczce

Rumunia – kilka słów o wycieczce

  • Dużo tam żebraków na ulicach?
  • A dlaczego akurat Rumunia?
  • A drogi tam są?
  • Czy tam niedźwiedzie chodzą po ulicach?
  • Czy Rumuni lubią Polaków?
  • W jakim języku się tam rozmawia?
  • Czy na stacji benzynowej można kupić hot-doga i kawę?

Takich wiadomości szukają osoby, dla których Rumunia to kraj bardzo odległy. To ostatnie pytanie sama zadałam Izie, która półtora roku temu powiedziała mi, że była w Rumunii. I bardzo się w niej zakochała. I szerzy tego rumuńskiego wirusa, na którego i ja okazałam się podatna.

Jezioro Vidraru

W styczniu kupiłam wycieczkę. Zawsze podróżowałam na własną rękę, ale chciałam nie myśleć. Chciałam wsiąść do autokaru i chciałam, by ktoś wszystkim za mnie sterował. To się udało. Pilotka i przewodnik spełnili swoje zadanie. Świetna organizacja wycieczki, wszystko dopięte na ostatni guzik, do tego ponoć wyjątkowo zdyscyplinowana grupa i piękne rumuńskie widoki były warte każdej złotówki, którą wydałam na tę wyprawę. Chociaż nie było ich wiele, bo Rumunia to nie jest kraj drogi. To kraj często biedny, ale pełen bogatych i uśmiechniętych ludzi w typie południowym. Tam czas zwalnia. Nikomu się nie spieszy. Tam jest bezpiecznie, wielokulturowo, CZYSTO. Sklepy, restauracje, stacje benzynowe, hotele, drogi nie ustępują naszym. A pogoda jest lepsza, taksówki za 1,3 zł za km, bez opłat dodatkowych, jedzenie przepyszne, chociaż nie dla wegetarian. Po Rumunii można jeździć tygodniami…

Sighisoara
Sighisoara
Sighisoara
Sighisoara

Co widziałam? Bukareszt, który jest według mnie brzydki, poza starym miastem. Owszem, Parlament robił wrażenie, ale idea jego powstania była przerażająca. Poza tym przez 2h zwiedzania zobaczyliśmy tylko około 2% wszystkich pomieszczeń. Był jeszcze zamek Bran, zamek Peles, Monastyr Cozia, Curtea de Arges (taki rumuński Wawel), Alba Julia, Sybin (Most Kłamców mnie rozczarował – kładka taka…), Braszów (chociaż tam głównie siedziałam na SOR), kościół warowny w Prejmer, Sighisoara, Viscri, czyli wieś, w której chatę  ma książę Karol, jezioro Vidraru, do którego dotarliśmy fragmentem trasy przez Karpaty. I widziałam dwukrotnie niedźwiedzia. Jeden wyjadał śmieci z hotelowego kontenera.

Viscri
Viscri
Viscri
Viscri
Viscri

Co mi się podobało najbardziej? Góry. Zakochałam się w Karpatach. W Rumunii nikt widoków nie zasłania bilbordami. Jezioro Vidraru odbiera dech, a Sighisoara ma mój ulubiony klimat – starego, malutkiego miasteczka pełnego zaułków.

Jezioro Vidraru
Jezioro Vidraru
Jezioro Vidraru
Tama Jezioro Vidraru

Co jadłam? Rumunia ma znakomite owcze sery, przede wszystkim świeże. Ser, który wytrzyma podróż, można kupić w Branie, na bazarku pod zamkiem. Jest pakowany hermetycznie i w korę brzozową.

Targ w Branie
Targ w Branie

Śniadania w hotelach były typowo europejskie – szwedzki stół. Obiady jadałam przede wszystkim na mieście i były to mici, czyli coś w rodzaju mielonych kotlecików, ciorby, czyli zupy, przede wszystkim ciorba z flaczkami, gulasz mięsny z ziemniakami i mamałygą. Wykupiłam też kolację rumuńską – ciorba, sarmale, czyli gołąbki owijane w liście kiszonej kapusty, na deser podano nam papanasi – pączki z ciasta twarogowego ze śmietaną i konfiturą. Podczas poczęstunku transylwańskiego w chacie gospodarza w Viscri jedliśmy jagnięcinę z kapustą i ziemniakami. Na deser był biszkopt z owczym serem.

Jagnięcina
Sarmale
Papanasi
Ciorba
Covrigi
Covrigi

Poza tym jadłam placintę, czyli placek z nadzieniem twarogowym i idealne na drogę covrigi, czyli obwarzanki z nadzieniem. Rumuni do zup podają chleb, najlepszy jest taki z dodatkiem ziemniaków, papryczkę ostrą, śmietanę. Do dań mięsnych mamałygę lub sałatkę ziemniaczaną.

Co piłam? Przede wszystkim wino, bimber i lemoniadę. Ale głównie wino białe. Gdyby nie to, że wycieczka trwała tylko tydzień, od razu zapisałabym się do AA. Ja wybierałam półsłodkie, ale Rumuni przede wszystkim chwalą się wytrawnym i półwytrawnym. Najpopularniejsze piwo nazywa się Ursus (czyli „niedźwiedź”) i w smaku przypomina zwykłe nasze Tyskie.

W Rumunii jest też najlepsza woda mineralna na świecie – Borsec. Piłam.

Co kupiłam? Wspomniane już sery i wina – dwa mszalne kupiłam w klasztorze Snagov, poza tym wina mołdawskie.

Wina i sery

Kupiłam też chustę z jedwabiem oraz bluzkę z motywem rumuńskim. Koszule haftowane zostawiłam innym, przede wszystkim dlatego, że prawdziwe rumuńskie kosztują kilkaset złotych, a tańsze są made in India.

Targ w Branie
Targ w Branie

Jakie pamiątki? W Rumunii są kartki, magnesy i inne pierdoły, część z Drakulą. Ogólnie tandeta. Przywiozłam więc ceramiczną miseczkę, ręcznie malowaną. Dzieciom kupiłam po kubku z Drakulą.

Miseczka z targu w Branie
Kubek z Transylwanii

Przykładowe ceny

Do Rumunii wzięłam Euro w gotówce i wymieniłam w kantorze. Parę złotych na tym zyskałam, bo Euro w PL za 4,2, a sprzedałam za 4,5. Ogólnie płaci się lejami, które są drukowane na specjalnym plastiku. Można więc prać leje w nieskończoność. Jedna leja to około 98 groszy. Ceny są podobne lub niższe, niż w PL.

mici + ziemniaczki w restauracji z centrum Bukaresztu – 25 lei
lemoniada 500 ml 7-10 lei
ciorba w knajpce – 12 lei
500 ml mineralnej – 2,5 leja
500 ml coli – 3,5 leja
wc na stacji – 1-2 leje
obwarzanek lub placek z serem – 2,5-4 leje
magnes – 4-7 lei
gulasz w restauracji – 25 lei
piwo + kieliszek wina w restauracji hotelowej – 13 lei
wino mszalne – 15 lei
wino w sklepiku – od 10 lei
kubek z Drakulą – od 7 lei
album ze zdjęciami z obiektu, w którym zdjęć nie można robić – 15-25 lei
wszystkie wejścia + radyjko, przez które lepiej słychać przewodnika – ok. 90 euro
kolacja rumuńska – 20 euro
poczęstunek transylwański – 25 euro

Gdzie spałam? W autokarze 😉 ale tego na dłuższą metę nie polecam. 4 noclegi były w hotelach – 3 w *** i 1 w ****. Hotele są czyste, świetnie wyposażone, ten **** był w Bukareszcie, miał basen, ale nie dotarłam 😉 Były łóżka, pościel, ręczniki, kosmetyki w mini opakowaniach, klimatyzacja, ładny widok z okna. Kto miał szczęście, ten pod hotelem trafiał na niedźwiedzia.

Widok z hotelu

A teraz odpowiedzi na pytania: 

  • Dużo tam żebraków na ulicach?

Nie widziałam ani jednego. Za to chodzą grupki psów. Są kompletnie niegroźne.

Rumuński piesek
Rumuński piesek
  • A dlaczego akurat Rumunia?

Taki wirus…

Peles
Peles
Peles
Peles
Prejmer
Braszów
Braszów
  • A drogi tam są?

Są. Normalne, asfaltowe. Czasami lepsze, niż w Polsce, autostrady nie mają bramek. Na drodze przez Karpaty są emocje, ale to z innego powodu. Jedyny odcinek, który nie był pokryty asfaltem to 7 km do Viscri. Książę Karol nie godzi się na inną, niż szutrowa. Dziad paskudny!

Curtea de Arges
Curtea de Arges
Curtea de Arges
Okolice Monastyru Cozia
Sybin
Sybin

Alba Julia

  • Czy tam niedźwiedzie chodzą po ulicach?

Chodzą. W Rumunii jest około 13.000 niedźwiedzi, w Polsce nie ma nawet 300. Oczywiście w Bukareszcie nie natkniemy się na niedźwiedzia, ale wysoko w Karpatach już tak. Nas misiek odwiedził, gdy mieszkaliśmy w hotelu w Predeal. Gdy natkniecie się na niedźwiedzia, trzeba uciekać w dół. Szybko i zygzakiem.

Alba Julia
Alba Julia
Alba Julia
  • Czy Rumuni lubią Polaków?

Podobno uwielbiają. Jesteśmy dla nich bogatym narodem, tylko… strasznie się nam wiecznie spieszy. Rumuni się nie spieszą.

  • W jakim języku się tam rozmawia?

Po angielsku można całkiem sprawnie. Poza tym tam jest kompletna mieszanka narodowości, a Rumuni to prawdziwi poligloci.

  • Czy na stacji benzynowej można kupić hot-doga i kawę?

Tak. Są też znane sieci marketów, małe i większe sklepiki, wszystkie czynne w weekendy i do późna. Najbrzydsza: zasrana i droga toaleta na trasie była w Polsce…

Bukareszt – Parlament
Bukareszt – widok z balkonu Parlamentu

Plusy wycieczki z biura podróży:

+ dojazd, noclegi, plan zwiedzania zorganizowany od A do Z
+ opieka pilota i przewodnika. Przewodnik zresztą fantastyczny.  Gdyby ktoś chciał dowiedzieć się czegoś więcej, to Tomasz jest w tym filmiku
+ nie trzeba myśleć, nie trzeba przygotowywać się do wycieczki
+ miałam problem ze zdrowiem – pilotka zaprowadziła mnie do szpitala i była ze mną przez cały czas
+ przewodnik mówił, gdzie zrobić zakupy, gdzie można zjeść, mieliśmy czas dla siebie
+ dodatkowe kolacje regionalne z tańcami były naprawdę smaczne i świetnie się bawiliśmy
+ spaliśmy w hotelach, w których normalnie ceny przekraczają 200-300 zł, chociaż cała wycieczka kosztowała niewiele ponad 1000 zł

Minusy:

-zawrotne tempo zwiedzania. Ale ja to przekuję w plus – bo dużo widziałam, wiem dokąd chcę wrócić i wrócę!
-widziałam dużo cerkwi. Tak o 2-3 za dużo
-długa podróż autokarem
-kolejki do WC na każdym postoju


61 thoughts on “Rumunia – kilka słów o wycieczce”