Fit Matka

Fit Matka

Pragnę zameldować, że wczoraj znowu byłam na piłkach. I razem ze mną były panie w wieku średnim… No tak szacuję i nie chcę nikogo urazić. Te panie wyszły parę minut przed piłkami z jakiegoś treningu fitness. Spocone, zziajane, z nogami jak z waty, przysiadły na chwilę, wodą się opiły i razem ze mną – świeżynką pełną energii – weszły na piłki. Gdy ja już krzyczałam, że mnie wszystko boli i że proteza biodra jest mi potrzebna, one wciąż ćwiczyły, by na koniec rozważać między sobą, czy zostają jeszcze na zumbę… Ale nie zostały. Ja też nie, bo każda gimnastyka, podczas której trzeba utrzymać rytm, wytrąciłaby mnie z równowagi.

Gdy sobie wracałam autkiem do domu, myślałam, że nie jest ze mną źle. Po dwóch treningach czuję, jak mi skoczyła kondycja, endorfiny, jak mi się sześciopak na brzuchu kształtuje. I o tym, że Wam napiszę, jaka to jestem fit, wysportowana i odporna na intensywny ruch.

Aż dotarłam do domu.

I okazało się, że nie jestem w stanie o własnych siłach wysiąść z samochodu….

PS. Marjannka wrzuci fotkę, jak wróci z Biedronki. Podejrzewam, że ona tam na tyłach siedzi i czeka na towar przeznaczony do utylizacji….


16 thoughts on “Fit Matka”