Kot kontra matki słuch

Kot kontra matki słuch

Kupiłam sobie stopery do uszu. Takie woskowe, co się je gniecie i zatyka otwory uszne na amen. Żeby kota nie słyszeć, bo kot drze japę codziennie ok. 5 nad ranem; dzieci, które kopią w ścianę przez sen, a ściana z cegieł dziurawek i się niesie; deszczu za oknem i pieca z automatycznym podajnikem, który co parę minut robi „buuuuu” tuż pod moim pokojem.

Kupiłam, zagniotłam, włożyłam w przewody tak głęboko, że prawie doszły do jelita cienkiego i…

po 1) przez całą noc budziłam się nerwowo i sprawdzałam, czy mi z tych uszu nie wypadły, bo jak wypadną, to przecież i tak jęki kota mnie obudzą,

po 2) i tak mnie jęki kota obudziły, chociaż stopery były tam, gdzie być powinny….

I wymyśliłam, że kupię jeszcze ze 3 paczki tych stoperów, zagniotę i … wsadzę je kotu do paszczy.

Póki co, kawa nr 3. Dla mnie. Kot bowiem odsypia ciężką noc.


23 thoughts on “Kot kontra matki słuch”