Biała kawa, czarny człowiek

Biała kawa, czarny człowiek

Córki spotkały Czarnego Luda. Znaczy małżonka Marjannki. Nie spodziewały się, że będzie tak mocno… opalony. Bo nie zauważyły kompletnie, że Córka Młodsza Marjanny jakaś taka ciemniejsza jest od innych dzieci. Ale że wujek jakby ciemny, baaardzo ciemny, to już tak. I chociaż się uśmiechał szeroko (a zęby u niego to widać, jakby stał w zasięgu lamp UV), to Córka Druga odmówiła podania ręki. Córka Pierwsza zachowała się z większym taktem i dłubiąc w nosie powiedziała nawet jak ma na imię.

– Bałam się go – przyznała potem w samochodzie Córka Druga. – Bo taki czarny był!

Cóż, człowiek ze wsi wyjdzie, a wieś z człowieka… no wiadomo, że u nas na wsi to wszyscy biali jak śnieg, a tutaj takie cudo z Warszawy przyjechało. Tudzież z Nigerii. I jeszcze się uśmiecha i rękę podaje. Straszne.

Bo my z Marjanną to byłyśmy w Ikei. Po rurki do drinków. Zasadniczo to na kawę się umówiłyśmy. A gdzie w dni powszednie za darmo kawę dają? Hę? Marjanna rodem z Poznania, ja ze wsi, to żeśmy się za darmo kawy opiły. Żal, że termosu żadna nie wzięła. No dobra, dzieci dostały też jedzenie, za które zapłaciłyśmy tyle ile trzeba. Moje dostały klopsiki, Córka Młodsza Marjanny – łososia. A widzieliście kiedyś jak samodzielnie je roczne dziecko? Cóż. Mimo że Marjanna dziecko przebrała, to jechało jak stary kuter zacumowany w Mechelinkach. Życzę Marjannie i jej małżonkowi cudownej podróży w aromacie polskiego morza.


20 thoughts on “Biała kawa, czarny człowiek”